Lech Janerka doczekał się albumu w swoim hołdzie. Wojciech Waglewski, Katarzyna Nosowska, Marcin Świetlicki, Pablopavo i inni nagrali, z towarzyszeniem dwóch basów obsługiwanych przez Małgorzatę Tekiel i Piotra Pawłowskiego, wybrane kawałki z bogatej kariery artysty . Koncepcja to szczególna ale i właściwa. Aranżacyjnie trudna, jednak jako pomysł ciekawa. Jak się zresztą okazuje, piosenki Janerki sprawdzają się przy każdym akompaniamencie. Z radiowej Trójki można było przedpremierowo poznać już „Wieje” w opracowaniu Katarzyny Nosowskiej oraz „Ogniowe Strzelby” zaśpiewane przez Pablopavo i Nikę. Obydwa te przykłady pokazują, że takie interpretacje mają sens. Nosowska mierzy się też – równie udanie – z kawałkiem „LA”, a Pablopavo i Nika biorą na warsztat dodatkowo nawet po dwie piosenki. Tak jak aranżacje są na tej płycie dalekie od oryginału, tak i wokale mogą bardziej skupić się na treści, niż formie. Zachowano natomiast szacunek dla melodii, przy czym raz prowadzi ją bardziej wokal, a raz instrumenty. Wiadomo, że taki Świetlicki może tylko deklamować, a i pozostali Panowie nie są jakoś szczególnie rozśpiewani. Nie ma też jakichś wielkich wolt stylistycznych. Numery oryginalnie mocniejsze są wykonywane z werwą, a te bardziej liryczne z nutą refleksji i bardziej stonowanie. Bardziej eksperymentalny utwór ‘Ur” w opracowaniu Jarka Szubrychta też ma zachowany bardziej artystowski charakter. Żartobliwie, ale udanie potraktowano słynny kawałek „Bez kolacji”. Repertuarowo mamy stosunkowo duży rozrzut. Pięć numerów z czasów Klausa Mitffocha (w tym dwa z debiutanckiego singla z 1983 roku), po dwie piosenki z „Historii podwodnej”, „Piosenek”, „Ur” i po jednej z „Dobranoc” oraz „Fiu, fiu”. Nikt jakoś nie sięgnął po „Bruhahę”, ani „Plagiaty”, co trochę nie dziwi, bo nie były to z pewnością najważniejsze dokonania Lecha Janerki. Sam mistrz okrasił płytę nową kompozycją „Pili” nagraną z Bożeną Janerką. Utwór udany, sympatyczny, ale niestety miniaturkowy (trwa raptem półtorej minuty). Bardzo ciekaw byłem tego projektu. Gdy już wiedziałem kto za nim stoi, czekałem tylko niecierpliwie na ukazanie się płyty. Jestem przekonany, że żaden fan Janerki nie poczuje się nim zawiedziony.
