„Sala samobójców. Hejter” – reż. Jan Komasa

Polska, 2020

Hejter plakat

To była ostatnia polska premiera kinowa przed wprowadzeniem stanu zagrożenia epidemiologicznego. Wybierałem się na niego, ale ostatecznie uznałem, że trzeba dać dobry przykład dzieciom i zostałem w domu. Za to teraz przynajmniej obejrzałem ten film z całą rodziną. „Sala samobójców” była na pewno niezłym filmem, chwytającym na gorąco ważny społecznie problem. „Boże ciało” było filmem wybitnym, z niesamowitą historią i paroma świetnymi kreacjami. „Hejter” lokuje się gdzieś pomiędzy tymi dwoma dziełami. Film na pewno pokazuje kolejny raz istotny i bardzo aktualny problem społeczny. Rozdźwięk pomiędzy rozbudzonymi aspiracjami, a możliwością ich realizacji – pomiędzy liberalną elitą, a zwolennikami świata czarno-białych podziałów. To film o młodym człowieku (Tomek Giemza), którego marzenia zostają zniszczone przez tych, do poziomu których chciał się zbliżyć. Oskarżony o plagiat, wylatuje ze studiów prawniczych. Zakochany w Warszawiance z dobrego domu (Gabi) i wspierany finansowo przez jej rodziców (Zofia i Jacek Krasuccy), tak naprawdę traktowany jest przez nich z wyższością i politowaniem. Bohater jednak desperacko porzuca akademik, dawnych znajomych, wynajmuje mieszkanie na które go nie stać i szuka prestiżowej pracy.  On chce być kimś jak ci „lepsi” – bogatszym, dopuszczonym do środowiska i szanowanym. Podejmuje się ryzykownego wyzwania. Dostaje szansę od agencji, która zajmuje się niszczeniem w internecie karier na zlecenie. To brutalny świat, ale też szansa na osiągnięcie dwóch celów – sukcesu finansowego i zemsty na tych, którzy z niego drwią. Szefową agencji jest Beata Santorska – bohaterka „Sali samobójców”. Poleca bohaterowi zdyskredytowanie liberalnego polityka, który jest przeciwnikiem ich klienta w walce o fotel Prezydenta Warszawy. Niejaki Paweł Rudnicki jest z kolei przyjacielem Krasuckich, którzy bardzo wspierają go w aspiracjach politycznych.

Komasa pokazuje trochę taki polski przykład ruchu „oburzonych” – człowieka, który nie ze swojej winy zostaje zepchnięty na boczny tor i pozbawiony przez elity marzeń. Ale pokazuje też jak niebezpieczny potrafi być taki człowiek. Jego bohater ma lekko zachwianą osobowość, gdy bierze sprawy w swoje ręce, bez większego trudu przekracza kolejne bariery. Jest bystry, zmotywowany i niczego się nie boi. Kilka razy zadrży mu ręka, czy powieka, ale nie ustępuje. Komasa pokazuje też, że świat obydwu stron politycznego i światopoglądowego sporu niczym się moralnie nie różni. Za okrągłymi zdaniami Krasuckich, kryje się pogarda dla innych. Buńczuczni zwolennicy walki o Polskę dla prawdziwych Polaków, pod płaszczykiem siły i pewności siebie kryją także ckliwą troskę o swoich najbliższych. W „Hejterze” mamy znów kolejne mocne role – Macieja Musiałowskiego jako Tomka, Macka Stuhra – Rudnickiego, Agaty Kuleszy jako Beaty Santorskiej, czy Danuty Stenki jako Zofii Krasuckiej. Warszawski świat pokazany jest na pewno wiarygodniej, niż w tvn-owskich serialach. Komasa dobrze zna swoje środowisko i tak jak w „Sali samobójców” nie bez uszczypliwości go pokazuje. Wbrew pozorom stawia też większe zarzuty pod adresem elit, niż tych, którzy sięgają potem po drastyczne rozwiązania.

Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×