„Everything Was Beautiful” – Spiritualized

Bella Union, 22 kwietnia 2022

„Everything Was Beautiful” – Spiritualized

Dziewiąty materiał sonicznej orkiestry Jasona Pierce’a nie powinien nikogo zaskoczyć swoją zawartością. Jeśli ktoś słyszał którąś z wcześniejszych pozycji Spiritualized będzie przygotowany zarówno na wielowarstwowe kompozycje, jak i nieco senną psychodelię przeplataną noisem. Siedem nowych kompozycji, które wypełniają album, łączy zamiłowanie do stylu gospel w ujęciu jakim odniósł się do niego Blur komponując „Tender”, z sielankowymi balladami i ścianą dźwięku. Za całym repertuarem stoi Jason Pierce – człowiek urodzony w 1965 roku, któremu towarzyszy zasadniczo skład powołany w 1999 roku po awanturze z muzykami, którzy zagrali na przełomowym albumie „Ladies and Gentlemen We Are Floating in Space” z 1997 roku. Starsi melomani mogą go kojarzyć z lat 80, gdy tworzył zespół Spacemen 3. Nowym materiał otwiera stary kawałek „Always Together With You” skomponowany w 2014 roku, a teraz dopracowany i wydany na promocyjnym singlu (cóż, że trwa prawie 7 minut). Prezentuje on typowe oblicze grupy, które cechuje rozwijający się prosty temat, ubierany w coraz to nowe warstwy instrumentów i wokali. Podobny zabieg powtórzony zostaje w kolejnym – „Best Thing You Never Had (The D Song)”. Po odpowiednim rozgrzaniu głośników możemy odpocząć przy spokojniejszych, folkowo zabarwionych kawałkach: „Let It Bleed (For Iggy)” oraz „Crazy”. Dopisek (For Iggy) świadczy o tym, że atmosfera jest tu nie tylko marzycielsko-anielska. O ile kolejny – „The Mainline Song” jest powrotem do gitarowej psychodelii, o tyle „The A Song (Laid In Your Arms)” sięga po wszystkie sprawdzone przez grupę środki dla kreowania orkiestrowego rozmachu bliskiego szaleństwu. Finałowy „I’m Coming Home Again” pozwala trochę odetchnąć, choć tylko do pewnego momentu. Kiedy zaczynamy bujać się w jego rytm, utwór zaczyna obrastać w improwizacyjne dodatki i solówki, by w ten sposób dociągnąć do prawie dziesięciu trudno znośnych minut. By zrozumieć ten fenomen warto przeanalizować liczbę instrumentów obsługiwanych przez poszczególnych muzyków zespołu. U samego lidera naliczyłem ich 16. A przecież oprócz zasadniczego kwintetu w nagraniu płyty wzięło udział jakieś dziesięcioro muzyków. Muzyka Spiritualized jest niezmiennie oryginalna, choć z płyty na płytę zdecydowanie podobna. Na szczęście kolejne pozycje ukazują się w odstępach pozwalających na wzbudzenie tęsknoty (bo raczej nie ciekawości). W swojej klasie „Everything Was Beautiful” wypada też powyżej średniej, o czym świadczy najwyższa pozycja płyty na angielskiej liście sprzedaży od 20 lat.