Francuski zespół łączący elektroniczne trendy z niezależnym rockiem działa już prawie ćwierć wieku, a wciąż sprawia wrażenie tryskającego energią debiutanta. Ja słucham kwartetu od czasów przełomowego „Wolfgang Amadeus Phoenix” z 2009 roku. Śledzę też udział grupy w świecie filmowym, co pogłębiło małżeństwo wokalisty (Thomas Mars) z uznaną reżyserką Sophią Coppolą. Wydany pod koniec ub. roku (ósmy już) album zespołu od pierwszych nut porywa świeżością i bezpretensjonalnością. Grupa wyraźnie odżyła po okresie pandemii i po tragicznej śmierci bliskiego współpracownika i producenta trzech płyt – lidera Cassius’a – Philippa Zdara w 2019 roku. Wszak nazwa zobowiązuje. Niewiele w ostatnim czasie słyszałem równie przebojowych kawałków jak tytułowy singiel „Alpha Zulu”. Ale cały materiał jest przyjemny i dobrze nastraja, gwarantując układne melodie i taneczne przeważnie rytmy. W „Tonight” słyszymy gościnnie wokalistę Vampire Weekend. Chwytliwy jest bez wątpienia „The Only One”. „After Midnight” przypomina najlepsze chwile MGMT, choć na perkusji gościnnie udziela się tu pałker z metalowego bandu The Cult of Luna. Co ciekawe chwilę uspokojenia przynosi ostatni singiel z płyty „Winter Solstice” utrzymany w stylu M83. Beztroska wraca jednak już z kolejnym utworem „Season 2”. Utwór „All Eyes On Me” kojarzy mi się bardzo z twórczością Kasabian (zwłaszcza z ostatniej płyty Brytyjczyków). Nieco refleksyjne, wzbogacone bardziej stonowanym choć w sumie pogodnym aranżem jest „My Elixir”. Płytę zamyka nowa rozszerzona wersja pierwszego singla z tej płyty – wydanego jeszcze w 2020 roku „Identical” i wykorzystanego przez Sophię Copppolę w filmie „Na lodzie”. Ten album nie jest przełomowy – nawet w dorobku zespołu – ale przyjemnie się go słucha i łatwo się do niego wraca. Otwierający singiel „Alpha Zulu” kusi, by znów całość odpalić, a reszta niesie gładko przez kolejne pół godziny. Czasem to wystarczy do pełnej satysfakcji.
