Film nagrodzony Złotą Palmą w Cannes wymaga interpretacji. Patrząc na akcję tego dzieła można czuć pewnego rodzaju konsternację, a nawet niesmak. Dziewczynka jedzie z tatą samochodem i ewidentnie mu w tym przeszkadza, bawiąc się w kierowcę wyścigówki. Dochodzi do wypadku. Dziewczynkę czeka operacja – wstawienie w skroń metalowej płytki. Po wyjściu ze szpitala nie tuli się jednak do rodziców, tylko do auta. Gdy po latach jest już młodą dziewczyną zostaje tancerką erotyczną, która swoje pokazy prezentuje na maskach samochodów. Po jednym z pokazów zostaje zaczepiona przez zapatrzonego w nią mężczyznę. Dziewczyna godzi się pozornie na molestowanie, ale po chwili morduje natręta szpilką do włosów. Gdy po chwili zmywa z siebie brud pod prysznicem, słyszy niepokojące dobijanie się do drzwi. Na zewnątrz czeka odpalony samochód, dziewczyna wsiada do niego na tylnie siedzenie i tam przeżywa uniesienie erotyczne. To dopiero początek zdarzeń, które przekraczają granice zdrowej wyobraźni. Bohaterka morduje kolejne osoby, odkrywa, że jest w ciąży, zmienia swoją tożsamość i podszywa się pod zaginionego przed laty syna dowódcy jednostki straży pożarnej. Nie brak w tym wszystkim scen drastycznych, a nawet obrzydliwych. Kłania się kino Cronenberga z jego wizją ludzkich mutacji i miłości do maszyn. „Titane” to w jakimś wymiarze rzecz o odmienności seksualnej, o poszukiwaniu własnej tożsamości, o zakłóconych relacjach rodzinnych. Ale można też popatrzeć na to dzieło, jak na kolejny krok w stronę naszej dehumanizacji, czy wprost – zamieniania się w maszynę. Dziewczynka miała wszczepioną tylko metalową płytkę, która jednak działa niczym swoisty „czip”, który zmienia jej postrzeganie świata. Bohaterka woli łączyć się z maszyną, niż z drugim człowiekiem, w jej ciele płynie jakiś czarny smar zamiast krwi, a dziecko, które w końcu rodzi – no cóż – tę zmianę po prostu widać. Na tym tle transpłciowość to – można powiedzieć – małe piwko. Ale jest tu także postać wspomnianego dowódcy straży pożarnej, który dla mrzonki o odzyskaniu syna, wmówi sobie absolutnie wszystko. To jest ta druga strona ludzkiej natury. Choćby nie wiem jak drastyczne, czy absurdalne zmiany się w nas dokonały, pozostanie potrzeba bliskości, więzi rodzinnych, spełniania funkcji rodzicielskich. Z jednej strony jesteśmy coraz bardziej podpięci do sieci, systemu i sztucznej inteligencji, a z drugiej coraz mocniej pragniemy uczuć, akceptacji i zrozumienia. „Titane” pod płaszczykiem nieprzyjemnej, futurystycznej wizji mówi o tym rozwarstwieniu mentalnym całkiem przekonująco.