Zespół The XX był jednym z najciekawszych wykonawców przełomu pierwszej i drugiej dekady tego wieku. Romy jako trzecia z zespołu wydała teraz solowy album, na którym realizuje swoją miłość do muzyki. Oczywiście, że jej delikatny wokal i klawiszowe partie przywołują od razu na myśl dokonania The XX. W przeciwieństwie do kolegów z zespołu Romy puszcza się jednak w wir klubowej zabawy, imprezowych klimatów i parkietowej pulsacji. Już otwierający singiel „Loveher” łączy w sobie delikatność i zmysłowość z melodyjną elektroniką, jakiej nie powstydziłby się np. Moby. Podobnie „Weightless” oferuje dyskretny bit i elektroniczne sztuczki oplatające romantyczną piosenkę. To łączenie poczucia intymności z transową zabawą szybko wciąga. Nie dziwię się popularności tej płyty, jak i jej wysokiej pozycji w niejednym zestawieniu najlepszych płyt mijającego roku. Romy udaje się wykreować beztroskie, nieskrępowane brzmienia w subtelny sposób. Nie przypadkiem napisałem o miłości do muzyki, którego symbolem jest graficzny znak litery „R” wpisanej w kształt serca. Kolorowe światła, lśniące napisy i dyskotekowe bity nie zmieniają faktu, że mamy jednak do czynienia z kobiecą estetyką i uczuciowością. Wkładkę z tekstami nieprzypadkowo ozdabia napis „Are You emotional? Do You want to dance?”. Singiel „Strong” otwierający drugą część płyty jest chyba najbardziej jednoznacznym parkietowo fragmentem tej płyty. Niewiele ustępuje mu euforyczny przebój „Enjoy Your Life”, w którym swój wkład miał kolega z zespołu – Jamie Smith. Jeszcze większy wkład w powstanie płyty mieli inni znajomi DJ’e – Fred Gibson (znany jako Fred Again) oraz Stuart Price (poważany producent, znany też choćby z Les Rythmes Digitales). Ten krótki album (niespełna 35 minut) wyzwala i podnosi na duchu. Nadaje się do zabawy jak i słuchania w samotności. Nic nowatorskiego, czy nadzwyczajnego, ale jakże pozytywne. Szkoda byłoby go przegapić wśród tegorocznych nowości.