Właściwie nie wiem co to wieś. Moje babcie były z dużego miasta. Dziadek od strony ojca ukończył przed wojną Uniwersytet Jagielloński. Wieś mi śmierdziała. Wiejskie jedzenie nie przechodziło mi przez gardło – mleko, śmietana, jajka na miękko, kefir, biały ser i maślanka przerażały mnie. Z tym większą fascynacją i zdumieniem przeczytałem opowieść o mieszkankach przedwojennej polskiej wsi. Pamiętałem z opowieści jednej z babć, która w dzieciństwie chowała się w majątku, że mieszkańcy wsi byli biedni, a złotówka była dla nich wielką wartością. Miałem świadomość ciężkiej pracy na roli i przy zwierzętach w gospodarstwie. Wiedziałem, że wieś była pobożna. Niemniej obraz wsi odmalowany przez autorkę „Chłopek” obiektywnie mnie poruszył. Joanna Kuciel-Frydryszak napisała tę książkę z pozycji osoby nie podzielającej konserwatywnych, patriarchalnych i katolickich wartości. Także „narodowcy” nie znajdą w tej książce niczego miłego. Pierwsze rozdziały to fakty, relacje, statystyki i opisy biedy, nędzy i upokorzenia. Bulwersujące wspomnienia czasów, w których wiejskie kobiety pokornie znosiły los tak bolesny i niesprawiedliwy, że aż trudno pogodzić się z faktami – tym bardziej, że dotyczyły naszego kraju raptem sprzed stu i mniej lat. Wiejskie dzieci były od małego zmuszane do pracy, cierpiały głód, często nie miały butów, ani jednego porządnego ubrania. Marzły, głodowały, cierpiały, chorowały i nierzadko umierały. Nie dziwi marzenie jednej z wiejskich dziewczynek, że chciałaby być krową, bo o zwierzęta dbano bardziej niż o dzieci. Wiejskie dziewczyny przeliczane były na morgi ziemi. Wydawano je za mąż dla korzyści, lub pozbycia się problemu. Ojcowie bili dzieci, a matki nie okazywały im czułości. Pomimo obowiązku szkolnego, wiele dzieci zwalniano ze szkoły, bo były potrzebne do pracy. Dzieci niejednokrotnie zadawały sobie wzajemnie ból, ale też stosowały przemoc seksualną. Młode kobiety przymuszane były do posłuszeństwa mężowi i rodzenia kolejnych dzieci. Przerywanie ciąży, do którego posuwały się zrozpaczone dziewczyny i kobiety było z jednej strony potępiane, a z drugiej oczekiwane w sytuacji gdy dziecko utrudniało, czy po prostu uniemożliwiało dalszą, ciężką pracę. Głód i niedostatek był codziennością mieszkańców wsi. Brak higieny i pomocy medycznej, za którą trzeba było płacić, niszczył zdrowie. Wciąż łatwiej było o czary i zabobony, niż oświatę i pomoc publiczną. Kościół nakazywał cierpliwe i ciche znaczenie swojego losu, a wieś był mu wierna. Znamienne są przytoczone tu sytuacje, w których biedna kobieta znajduje pieniądze, które mogą odmienić jej los, ale oddaje je księdzu, by ogłosił zgubę, która mogła przytrafić się równie biednemu człowiekowi. Ciekawe jest też przytoczenie sytuacji, w której ludzie w jednej wsi oddają ostatni grosz na rzecz kościoła, ale gdy ksiądz ogłasza tacę na biednych mieszkańców tejże wsi, miejscowi nie idą za jego głosem. Wolą dać na chwałę Bożą, niż na biednych sąsiadów. Pomimo zainteresowania wsią przed wojną ze strony polityków, działaczy społecznych i publicystów niewiele się w niej zmienia. Nowe trendy płyną z Czechosłowacji i zwłaszcza z Danii. Choćby te mówiące o angażowaniu się mężczyzn w pomoc przy zwierzętach, a nawet w kuchni. Dzień wiejskiej kobiety to często 18 godzin ciężkiej, fizycznej pracy. Po urodzeniu ósemki dzieci w wieku 40 lat wyglądają jak staruszki. Niedożywione, przemęczone, przeważnie nie dożywają starości. Niektóre podejmują edukację, słuchają radia, wyjeżdżają do pracy za granicę – najczęściej do Francji, albo za „wielką wodę”. Są w tej książce także wątki antysemickie. Ataki na Żydów w latach 30. były na porządku dziennym – celowała w tym prasa narodowa i katolicka, potępiająca także tych, którzy u Żydów kupowali. W pojawiających się relacjach z czasów wojny nie brak również stwierdzeń, że praca przymusowa u Niemców była czasem lepsza, niż u polskich panów, bo Niemcy lepiej karmili. Autorka analizuje dziedzictwo naszej przedwojennej wiejskości. Pokazuje wpływ na późniejszą PRL-owską mentalność, ale też na ambicje, oszczędność i pracowitość. Nie da się też ukryć, że przestrogi przedwojennego kościoła spełniają się w naszych czasach co do jednego. Odwracamy się często od naszych wiejskich korzeni, nie chcemy pamiętać biedy i upokorzeń naszych babek, choć często podziwiamy je we wspomnieniach. „Chłopki” to mocno ideologiczna, ale niezwykle bogata i pouczająca lektura. Doskonałe świadectwo polskiej historii najnowszej przemilczanej w szkolnych podręcznikach. Jestem tą książka zadziwiony i jakoś zawstydzony. Nie tylko jako mieszczuch.