Znów z pewnym opóźnieniem siadłem do serialu Krucjata, którego drugi sezon nosi tytuł „Znak Bliźniąt”. Niewiele postaci z pierwszego sezonu trafia do tej kontynuacji (komisarz „Mandżaro” i czarny charakter – Kamil Czajewski tylko epizodycznie). Czołową postacią pozostaje komisarz „Luizjana” (Tomasz Schuchardt), a towarzyszy mu para młodych policjantów – Bronek (postać pierwszoplanowa grana przez „nieopatrzonego” Sebastiana Delę) oraz Paulina (Marta Stalmerska). Akcja zasadniczo dotyczy porachunków w światku narkotykowym. Zabijani są kolejno dilerzy i dostawcy – za każdym razem w dość widowiskowy sposób, najwyraźniej by zwrócić uwagę organów ścigania. Jak się z czasem okazuje – nie są to zwykłe porachunki, a dobrze zaplanowana akcja z drugim dnem. W tle mamy romans Bronka z panią architekt wnętrz – Martyną oraz dawną sprawę morderstwa jego matki – narkomanki. Wyroków w narkotykowym świecie dokonują ludzie w maskach, sięgając czasem po dość wyrafinowane metody. Policja mobilizuje swoje działania, gdy w ramach „rozliczeń” porwany zostaje syn pani prokurator, zamieszany w produkcję narkotyków. Bronek jako były pracownik Centralnego Biura Śledczego od dłuższego czasu infiltrował środowisko narkotykowe i to m.in. jego informatorzy trafiają teraz na celownik tajemniczej grupy „mścicieli/likwidatorów”. Martyna (Zofia Jastrzębska) najwyraźniej nieprzypadkowo pojawiła się w życiu Bronka właśnie w takim momencie, ale zauroczonemu nią komisarzowi trudno to dostrzec. Znów mamy tu – podobnie jak w pierwszym sezonie – ścieranie się różnych służb i agencji, które niekoniecznie ze sobą współpracują. Fabuła całej intrygi ułożona jest dość ciekawie i wielowarstwowo. To na pewno plus serialu. Dobrze skonstruowane są też główne postacie tego kryminału. Format trzynastu odcinków trochę się może dłuży, ale w gruncie rzeczy nie brakuje tu niuansów, które wymagają spokojnego odsłaniania. Wszystko wskazuje na to, że czeka nas sezon trzeci. W sumie dobrze, bo „Krucjata” potrafi przekonać fabularnie i aktorsko.