"Dom dobry" - reż. Wojciech Smarzowski

Polska, 7 listopada 2025

Wojciech Smarzowski dotyka w swoich filmach ważnych tematów. Naprawdę ważnych. Uważam jednak, że bardziej zgłębia zło jako takie, niż szuka jego powodów, czy źródeł. W „Domu dobrym”, który jest tak samo przykry, jak „Dom zły”, pokazuje problem przemocy domowej. Pokazuje jej ofiary oraz przemoc w różnych odsłonach. W tym ujęciu gwałtu nie da się powstrzymać – można go tylko pokazać i potępić. Winni są zawsze Ci sami – to kościół, policja, patriarchat. Są też znane z poprzednich filmów grzechy – przemoc, uzależnienia, chciwość, żądza władzy. „Dom dobry” wyróżnia jednak ciekawa forma. Z prostej opowieści o dwojgu ludzi, którzy poznali się przez internet i zamarzyli, że nowa relacja odmieni na lepsze ich dotychczasowe życie, dostajemy studium ofiary. Gosia nagle odkrywa, że Grzesiek nie jest tym ciepłym, oczytanym, skromnym facetem jakiego poznała. Jest też zazdrosny, apodyktyczny i robi nieciekawe interesy. Jego poprzednia partnerka, przestrzega Gosię i radzi, by od niego uciekała. Ale Grzesiek po swoich ekscesach przynosi kwiaty, przeprasza, chce wszystko naprawić – czymś zawsze tłumaczy swoje zachowanie. Małgosia przetrzymuje kolejne ataki i zniewagi. Z czasem zaczyna się bronić. Smarzowski pokazuje rozwój wypadków, odchodząc od chronologii. W pewnym momencie nie wiemy czy to już było, czy właśnie się dzieje. Sama bohaterka wychodzi w jednej ze scen ze swojego ciała. Zaczyna się niejako rozdwojenie jej postaci. To dość ciekawy zabieg. Jest Gosia, która walczy, sięgając po pomoc, dochodząc sprawiedliwości i jest druga, która jest w tym wszystkim sama, bo otoczenie zawodzi. Obok jej historii pojawiają się inne skrzywdzone kobiety. Jest też jeden mężczyzna, którego żona wrabiała w przemoc. Generalnie jednak mężczyźni są źródłem zła. Małgosia uczy przez internet języka angielskiego, ale ma same uczennice. Mężczyźni to politycy, policjanci, przemocowi mężowie, alkoholicy, także ksiądz, który przypomina Gosi i Grześkowi, że przecież tak się kochali i dla dobra dziecka powinni zostać razem. Kobiety w każdej wersji są lepsze. Zakonnica uczy się języka i prowadzi opiekę dla kobiet doświadczających przemocy. Policjantka dostrzega problem Gosi w trakcie interwencji i próbuje jej pomóc. Jest też kobieta z pomocy społecznej, która prowadzi grupę wsparcia i udziela schronienia pobitym kobietom. Jest koleżanka, która robi dla Gosi więcej niż kolega. Smarzowski wpada trochę w manierę dobrej i złej płci. Ciekawe jest podwójne zakończenie tej historii. Ciekawy jest też fenomen pełnego kina na moim seansie. Czy aż tylu ludzi chciało pocierpieć, oglądając przemoc domową? Nikt nie oczekuje przecież od Smarzowskiego taryfy ulgowej dla dołujących emocji. Ten reżyser nie owija w bawełnę, nie pieści się z widzem, nie szuka wytłumaczenia dla zła. Grzesiek został ukształtowany przez swoich przodków, poza tym czuł się zdradzany i rozczarowany. Reagował niejako automatycznie. Mnie nie bardzo się klei jego postać – tak od A do Z. Podobnie jak Gośki, która potrafiła sobie radzić w życiu, pomimo kłopotów w rodzinie, a w relacji z Grześkiem przepadła jak „pierwsza lepsza”. Smarzowski jest ważny  w tym co robi, ale nie jest wielki, czy wybitny. „Dom dobry” nie rozczarowuje, ale i nie zaskakuje podejściem do tematu – poza formą dwutorowości i nieoczywistości, dobrze oddającej świat przeżyć i myśli ofiary.