Sięgnąłem po to dzieło Anny Carson w związku ze spekulacjami wokół laureata tegorocznej Nagrody Nobla. Ta kanadyjska poetka, eseistka i tłumaczka wymieniana jest od kilku lat w gronie faworytów Akademii Noblowskiej. „Autobiografia czerwonego” to utwór z pogranicza poematu oraz prozy. Poza oczywistymi odniesieniami do mitów i starożytnych tekstów, czuć tu ducha Emily Dickinson, ale też społecznej amerykańskiej prozy XX wieku. Punktem wyjścia może być – jak sugeruje Julia Fiedorczuk w posłowiu – amerykański Kodeks Haysa, który do lat 60. ub. wieku zabraniał pokazywania nienormatywnej seksualności, przez co homoseksualistów przedstawiano jako osoby zniewieściałe, bądź – jak w tym tekście – w postaci spotworniałej i nieludzkiej. Gerion, który jest bohaterem tej autobiografii to czerwony, skrzydlaty chłopiec-stwór. To także nawiązanie do potwora zgładzonego przez Heraklesa w ramach jego dwunastu prac. Tu Herakles jest nieco starszym od Geriona młodzieńcem, który rozpala w nim miłosne uczucia. Z jednej strony wyciąga go ze świata zagubienia, społecznego odrzucenia i samotności, z drugiej nie pozostaje mu wierny. Erupcja uczuć i cielesnych doznań przekłada się tu na zainteresowanie wulkanami. W ramach odbywanych podróży dwóch przyjaciół-kochanków rozstrzygany jest niejako los Geriona. Herakles jest stroną dominującą, za to Gerion więcej zyskuje – choć tylko do czasu. Jakkolwiek antyczne opowieści są okrutnie, to współczesna wersja relacji Geriona i Heraklesa jest intensywniejsza i boleśniejsza. Dostajemy tu analizę życia z odmiennością, która nie jest pozbawiona wzlotów i uniesień. Anne Carson dba o bogactwo okoliczności i nawiązań. Jako znawczyni starożytnej greki, wkleja niejako fragment poematu Stechyzora, który doświadczył na własnej skórze moc słowa, które niszczy i koi. „Autobiografia czerwonego” to ciekawe doznanie czytelnicze i w znacznym stopniu od czytelnika zależy, jak wiele z niego wyniesie.