Tak jak bardzo podobała mi się pierwsza część komedii kryminalnej „Na noże”, tak mocno rozczarowała mnie część druga. Tegoroczny powrót do cyklu zaskakuje ogromnym budżetem. Raczej boję się drogich produkcji, zakładając, że kasa zasypie różnego rodzaju mielizny. Na szczęście „Żywy czy martwy” to raczej powrót do kameralnej konwencji części pierwszej. Tym razem trafiamy do niewielkiej parafii ze stylowym kamiennym kościołem, gdzie swoje owieczki prowadzi „demoniczny” ksiądz-playboy Wicks (Josh Brolin). Na ratunek parafianom rusza młody ksiądz (były bokser „zabijaka”) Jud (znany z roli księcia Karola w „Dianie” Josh O’Connor). Okazuje się jednak, że eminencja Wicks ma swoich wielbicieli. Jego charyzmat przyciąga zarówno opuszczonego przez żonę lekarza (Jeremy Renner), szukającego weny pisarza (Andrew Scott), udręczoną bólem wiolonczelistkę, jak też wzorową parafiankę, która jako jedyna pamięta poprzedniego proboszcza i historię zbezczeszczenia świątyni (Glenn Close). Jud próbuje przeciągnąć na swoją stronę wiernych parafian, ale Wicks jest czujny. Jego wielkanocne kazanie uderza w grzeszników jeszcze mocniej, niż zwykle. Tuż po nim pada jednak martwy. Rusza śledztwo. W rolę lokalnej policjantki wciela się Mila Kunis, dla której to Jud jest najbardziej podejrzany. Wtedy do akcji wkracza sam Benoit Blanc (Danel Craig). W dalszej części filmu mamy to, co w kryminałach lubimy najbardziej – przesłuchania, konfrontacje, przebieranki i niepokojące zjawiska. Blanc nie ma łatwo – a trupów to przybywa, to ubywa (stąd tytuł filmu). Jak to często bywa, kluczowe jest sięgnięcie po zdarzenia sprzed lat, które widz częściowo poznaje w fazie prezentacji poszczególnych uczestników dramatu. Dostajemy tu też nieco zabawnych polemik pomiędzy szlachetnie wierzącym Judem, a chłodnym realistą, jakim jest Blanc. Mamy także wgląd w tajemnice spowiedzi – potraktowanych zresztą dość humorystycznie. Trzeba przyznać jednak, że w tej komedii niczyje uczucia nie powinny zostać urażone. Humor jest zasadniczo ciepły. Także finał jest budujący i dobrze, że taki hit pojawia się przed Świętami. Stylowo, dowcipnie, intrygująco i sympatycznie. Warto się zabawić.