„Jedna bitwa po drugiej” to dość swobodna, ale jednak – ekranizacja powieści Thomasa Pynchona. Kto czytał jakiekolwiek jego dzieło, ten wie, że dominuje w nim groteska, absurd i surowa ocena współczesnej Ameryki. Film Paula Thomasa Andersona ma sporo z podejścia Braci Coen i Quentina Tarantino. Spodziewać się można absolutnie wszystkiego, a przemoc przeplata się tu z tragikomedią. Rewolucyjna grupa terrorystyczna naprawia w USA to, czego nie jest w stanie zrobić demokracja. Staje po stronie głównie wykluczonych oraz imigrantów. Trudno się dziwić, że Anderson przeniósł akcję powieści w czasy współczesne. Pomiędzy pierwszymi wydarzeniami, a główną częścią filmu mija ponad 15 lat. Dawni rewolucjoniści liżą rany po serii aresztowań w następstwie denuncjacji jednej z głównych osób z organizacji. Bob Fergusson (Leonardo DiCaprio) mieszka w ukryciu ze swoją nastoletnią córką pod zmienionym nazwiskiem. Stosuje się do konspiracyjnych zasad mocno nieprzystających do potrzeb i wyobrażeń córki. Jednocześnie brzuch mu rośnie i z dawnego aktywisty staje się boomerem. Gdy przychodzi chwila próby, okazuje się, że Bob nie pamięta nawet tajnych odzewów na hasła. Jest karykaturalnie nieporadny w ruchach podczas ucieczki i bez pomocy z zewnątrz nie miałby żadnych szans. Dawna organizacja przypomina trochę Rebeliantów z „Gwiezdnych Wojen” w ich najtrudniejszych czasach. Musi liczyć na pomoc „lokalsów”, którym policja i inne siły rządowe nie są w smak. Jednym z tych „złych” jest wojskowy, oficer – niejaki Lockjaw (Sean Penn). Pada on ofiarą jednej z akcji rewolucjonistów, a konkretnie partnerki Boba – niejakiej Perfidii (jakże nieprzypadkowe imię). Lockjaw który stoi na straży „białej Ameryki”, ma niestety słabość seksualną do czarnoskórych kobiet, a Perfidia to istny wulkan zmysłowości. Pomiędzy katem i ofiarą rodzi się dość specyficzna relacja, a z czasem role ulegają zamianie. Po latach Lockjaw, aspirujący do jakiegoś „tajnego bractwa” wpływowych i emerytowanych prawdziwie „białych Amerykanów”, musi rozstrzygnąć dylemat, czy przypadkiem nie ma czegoś na sumieniu w związku z dawną fascynacją Perfidią. To on stoi na czele akcji odnalezienia Boba i jego córki. Akcja jest naprawdę dynamiczna. Mamy ucieczki, pościgi samochodowe i strzelaniny. Pynchonowskich smaczków też jest tu wiele. Prawicowi ekstremiści czczą Świętego Mikołaja, a zakonnice uprawiają marihuanę. Mamy też postać nauczyciela karate (granego przez Benicio del Toro), który w każdej sytuacji zachowuje stoicki spokój i dystans, co nie przeszkadza mu pić za kierownicą. Córka Boba to z kolei odważna, pyskata i otwarta przedstawicielka młodego pokolenia, która chce budować świat po swojemu. Nie analizuje swoich traum, chce iść do przodu. Jej relacje ze starszymi, którzy chcą jej określać świat, są zbudowane pod jej własne potrzeby i wartości. Ona jedna nie jest tu ani trochę karykaturalna. Ten film z pewnością wpisze się w polityczny kontekst współczesnej Ameryki, ale warto poszukać w nim kwestii uniwersalnych i docenić specyficzny humor. Niewątpliwie „Jedna bitwa po drugiej” to przykład świetnie zbudowanego dramatyzmu. Nie ma chwili nudy w tym filmie. Świetnie są też główne role w tym filmie – zwłaszcza męskie. Może nawet na Oscara?