„Sny o pociągach” – reż. Clint Bentley

USA, 21 listopada 2025

„Sny o pociągach” – reż. Clint Bentley

Na taki film jak „Sny o pociągach” trzeba znaleźć właściwy czas. Owszem, może on pociągnąć nasze emocje z zaskoczenia, ale chyba lepiej – jak to z pociągami bywa – nie wsiadać do niego w biegu. Dzieło Clinta Bentleya jest ekranizacją krókiej powieści Denisa Johnsona, co niejako sprawia, że mniej tu słów, a więcej obrazów i emocji, niż w przypadku gdybyśmy mieli do czynienia z opasłym tomiskiem. Główny bohater – Robert Grainier (Joel Edgerton) jest sierotą bez korzeni. Pracuje jako drwal dla firmy budującej linie kolejowe w Ameryce na początku XX wieku. Być może przemierzałby z piłą i siekierą kolejne połacie starych lasów, gdyby nie zaczepiła go kiedyś młoda kobieta – Gladys (Felicity Jones). To ona dała mu korzenie, dom i rodzinę, wytyczyła też dalszy los. Ich relacja jest piękna, prosta i wzruszająca. Niestety w ciężkich czasach, Robert nie może znaleźć pracy na miejscu i wciąż musi wyjeżdżać za zarobkiem. W pracy zbiera równie formujące go doświadczenia. Samosąd na pewnym imigrancie z Chin, któremu nie zapobiegł, stanie się dla niego swoistym przekleństwem. Gladys cały czas myśli, jak zatrzymać męża i uchronić ich przed kolejnymi rozłąkami. Żyją w postawionym przez siebie domu, na uboczu, w pięknym miejscu nad rzeką, w pobliżu lasów. Gladys łowi ryby i poluje, prowadzi ogródek i myśli o utworzeniu małego tartaku. Robert od początku jest zdecydowanie bardziej bierną postacią, która płynie z prądem życia. O nic nie walczy – podobnie jak nie stanął w obronie imigranta, z którym pracował. Los go jednak nie oszczędza. Odpłaca mu za jego cichą pokorę swoistym wykluczeniem. Ameryka potrzebowała ludzi sprawczych i dynamicznych, a Robert żył w lęku i oczekiwaniu, przybity dziwnym fatum. Trudno mu nie współczuć i na swój sposób nie podziwiać jego stałości i hiobowej odporności. Ale ten świat nie jest dla cichych, pokornych ludzi. Z samego trwania i czekania nic nie wynika. W życiu Roberta pojawia się jeszcze jedna kobieta – ale on znów nie wykona właściwego ruchu. W tym filmie mamy również swoiste spojrzenie na współczesną Amerykę. W gruncie rzeczy niewiele się zmieniło. Kapitalizm eksploruje ziemię i niszczy naturę, imigranci walczą z wykluczeniem, kobiety przejmują stery decyzyjne, a pracownicy tacy jak Robert, którzy tkwią przy tradycyjnych narzędziach pracy, zdani są na łaskę innych, bo świat im ucieka. Dawna Ameryka przemija, trawi ją cywilizacja. „Sny o pociągach” na obydwu swoich płaszczyznach są wartościową opowieścią i poruszającym obrazem. Jakoś jednak smutnym i głównie na to warto się przygotować.

Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×