„Let All That We Imagine Be The Light” – Garbage

BMG, 30 maja 2025

„Let All That We Imagine Be The Light” – Garbage

Zespół Garbage nigdy nie był mi szczególnie bliski, choć podobało mi się wiele jego nagrań z pierwszego okresu działalności. W zasadzie prochu nie wymyślili, ale Butch Vig miał wyrobioną markę z racji dokonań producenckich, a Shirley Manson świetnie sprawdzała się w roli słodko drapieżnej wokalistki. Z czasem nabyłem kilka płyt Garbage, ale pewien sentyment miałem tylko do debiutu. Tegorocznej płyty nawet nie planowałem kupić, bo podstawowa cena na poziomie 85 złotych mnie zniechęcała. Skorzystałem jednak z okazji i gdy w końcu odpaliłem krążek, poczułem zadowolenie. Z każdym kolejnym odsłuchem zacząłem nabierać przekonania, że nowa płyta jest najlepszą rzeczą, jaką Garbage nagrało w XXI wieku. Są tu zarówno energetyczne kawałki, jak i bardziej nastrojowe numery, a wszystko zagrane świeżo i z zapałem. Wcale nie czuć, że to już n-ty materiał. Od singlowego „There’s No Future In Optimism”, wspartego motoryczną sekcją i iskrzącym miło syntezatorem, przez nawiązujące do Elastiki „Chinese Fire Horse”, po toczące się wolno „Hold” z charakterystycznym przechodzącym od niskich do wysokich rejestrów głosem Shirley. Każdy z trzech otwierających utworów ma swoją wartość. Spokojniejszy „Have We Met (The Void)” nagrany był w domowych warunkach, a wokal Shirley wręcz w łóżku gdy przechodziła rekonwalescencję po operacji stawu biodrowego. „Sisyphus” jest jeszcze bardziej pastelowy. Mnie podoba się bardzo nastrojowy „Radical”, przypominający nieco tęskne numery The Cure. To w tym utworze padają słowa wykorzystane w tytule płyty. Po nim, niczym Sisterhood wchodzi „Love to Give”, które dopiero po chwili nabiera wigoru. Drugim singlem z płyty jest  "Get Out My Face AKA Bad Kitty". Niezły, szybki, ale jakoś nie specjalnie przebojowy. Bardziej podobają mi się dwa zamykające nagrania. „R U Happy Now” ma ciekawy, oryginalnie jak na Garbage brzmiący, klawisz. Utwór jest zadziorny, ale zarazem nieco synth-popowy i z rave’owym rytmem pod koniec. „The Day That I Met God” to z kolei kawałek do zatopienia się w dźwiękach i nastroju. Choć trwa prawie 6 minut, to chciałoby się, żeby wybrzmiewał jeszcze dłużej. Świetny finał, naprawdę udanej płyty. Chętnie wracam do tej muzyki – w zasadzie nigdy tak nie miałem z Garbage. Miła niespodzianka na koniec roku.

„Let All That We Imagine Be The Light” – Garbage
Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×