„Night Light” – White Lies

PIAS, 7 listopada 2025

„Night Light” – White Lies

Moda na takie granie przeminęła. Teraz White Lies może spokojnie nagrywać kolejne płyty z nikim się nie ścigając. Ja nawet przestałem ich słuchać. Anglicy narobili wokół siebie szumu w 2009 roku debiutancką płytą „To Lose My Life…”, a potem jakoś to poszło. Najlepsze recenzje zespół zebrał za płytę „Five” wydaną dekadę później. Tegoroczny – siódmy już - album zwrócił moją uwagę kilkoma pochlebnymi opiniami. Uznałem też, że po kilkunastu latach warto grupie dać jeszcze szansę. Ja po prostu dość lubię takie granie – z jednej strony niezależno-gitarowe, ale także z syntezatorem i melodyjne. Tegoroczne wydawnictwo grupy jest raczej urozmaicone. Są kawałki niemal taneczne – jak choćby otwierający „Nothing on Me”, ale i takie w duchu Bruce’a Springsteena, czy innych - amerykańskich bardziej, niż angielskich - bardów („Everything is OK”). Generalnie więcej tu spoglądania wstecz i takich też brzmień – cieplejszych, bardziej tradycyjnych, z pianinem. Do studia zespół zaprosił dodatkowego klawiszowca – Setha Evansa. Na saksofonie zagrał gościnnie w kilku utworach Nat Philips. Podoba mi się ta naturalna dojrzałość tria, bez gonienia za trendami. Posłuchajcie choćby ładnego utworu tytułowego. Echa lat 80 wciąż obecne w muzyce grupy, objawiają się mniej oczywistymi nawiązaniami, jak choćby w funkującym „Going Nowhere”, który przypomina nieco „Ashes to Ashes” Davida Bowie. Zespół nowe piosenki opracowywał w mieszkaniu, zanim wszedł z nimi do studia. Dało to efekt naturalności. Zamykający całość, singlowy „In the Middle” zaskakuje rozbudowaną formą, z elementami transowości. Tego jeszcze w wykonaniu tria nie słyszałem. To nie jest wielka płyta, ani znaczące dokonanie mijającego roku, ale naprawdę wstydu nie ma. Nie ma też powtarzalności, jeśli chodzi o znane mi, wcześniejsze płyty White Lies.

„Night Light” – White Lies
Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×