"The BPM" - Sudan Archives

Stones Throw Records, 24 października 2025

Nie znam dwóch pierwszych płyt Amerykanki, ale ubiegłoroczny „The BPM” nie jest nowym odkryciem krytyków. Już poprzedni materiał zebrał świetne recenzje, a ta płyta w zasadzie powtórzyła poziom akceptacji i popularności. Sudan Archives postanowiła odważniej skierować się ku klubowym, tanecznym brzmieniom. Jeśli mocniej podkręcić potencjometr głośności, to łatwo dać się ponieść konkretnym, parkietowym rytmom. Już otwierający singiel „Dead” robi wrażenie masywnym brzmieniem i klubową produkcją. Sudan Archives to pseudonim artystyczny Brittney Parks - mocno kreatywnej wokalistki, która nauczyła się w dzieciństwie ze słuchu gry na skrzypcach. Trudno łączyć jej instrument z muzyką taneczną, a jednak na „The BPM” wszystko pasuje. Słychać tu zresztą w większości nagrań cały kwartet smyczkowy. Nie ma za to gitary – w zamian dostajemy różne bębny, klawisze, syntezatory i bas. Kolejny singiel „Come And Find You” przypomina ostatnie dokonania FKA twigs, przy czym różnicę robi tu właśnie wplecenie skrzypiec. „Yea Yea Yea” z drugiej strony kolejnego singla promującego album, kojarzy mi się bardziej z Little Simz. Wokal jest tu bardziej przetworzony i przydymiony, a rytm bliższy hip-hopowym podziałom. Krótkie „My Touch” nakierowuje na temat technologii w naszym życiu. Artystka objawia się jak „Gadget Girl” – postać uzależniona od technologii właśnie. Kierunek na R’n”B obiera następny singiel „A Bug’s Life”, wydany tuż przed premierą albumu. Mocno klubowy jest „The Nature of Life”. Część nagrań realizowana była wszak w znanym z prężnej w latach 90. sceny techno Detroit. Dodatkowo wokalnie udziela się tu niejaki James McCall – prywatnie partner Parks. Bardzo udany jest singiel „My Type” – znów bliższy hip-hopowym produkcjom, ale z mocnymi akcentami R’n’B. Echa trip-hopu odzywają się w „She’s Got Pain”. Skrzypce przydają mu jednak folkowego charakteru – i to raczej z celtyckich kręgów. Muzyka irlandzka znajduje się wśród inspiracji Sudan Archives – podobnie jak muzyka ludowa Kamerunu i Sudanu. Im bliżej końca płyty, tym więcej mocniejszych, tanecznych rytmów. Taki jest choćby utwór tytułowy. W pamięć zapada też szybko singlowy „Ms. Pan Man” – bardziej opowiadany, niż śpiewany, kojarzący się nieco ze wspólną twórczością Byrne’a i Eno. Warto zwrócić także uwagę na „Noire” – najdłuższy utwór na płycie, ale pełen inwencji aranżacyjnej i energii. Niewiele klubowych płyt słyszałem w ub. roku. Sudan Archives stawiam jednak wysoko wśród tego typu pozycji z racji oryginalnych rozwiązań aranżacyjnych i bogatych inspiracji. Będę śledził odtąd śledził tę Amerykankę.     

Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×