„Stranger Things” sezon 5 (finałowy) – The Duffer Brothers

USA, 27 listopada 2025 – 1 stycznia 2026

„Stranger Things” sezon 5 (finałowy) – The Duffer Brothers

Twórcom „Stranger Things” najwyraźniej ciężko było pożegnać się z własnym dziełem. Odcinki były długie, poruszały lub domykały różne wątki, a na dodatek emisję rozłożono na trzy etapy. Generalnie było raczej mrocznie, niż młodzieżowo i nostalgicznie. Zło rozpełzło się niemal wszędzie. Grono bohaterów toczył nierówną walkę, często w odosobnieniu. Niezwykłe moce objawiali kolejni młodzi ludzie z ekipy, ale Vecna vel Henry niewiele sobie z tego robili. Do tego swoje nieprzyjemne dwa grosze dokładała armia, próbująca przede wszystkim pojmać „Nastkę”. Konserwatywni fani zdenerwowali się na odcinek z wyznaniem jednego z bohaterów, dając przedostatniemu odcinkowi najniższe noty w całej historii serialu. Ja spojrzałem jednak na „Stranger Things” w nowy sposób. Odrzuciłem aspekty fantastyczne, by ujrzeć grono licealistów, którzy opuścili świat dzieciństwa i muszą mierzyć się z obcym, opresyjnym i trudnym światem dorosłości. Czasy licealne to jednak okres dojrzewania i dorastania. Porzucania beztroski na rzecz nowych wyzwań i szykowania się do zastąpienia tego co znajome na rzecz obcego. Nagle zaczyna liczyć się nasz wygląd, możliwości, a niektórzy stają się dla nas zdecydowanie ważniejsi od innych. Pojawia się rywalizacja, problem z własną seksualnością, kompleksy, brutalne dramaty – jak śmierć kogoś bliskiego i generalnie niepewność wobec przyszłości. Rodzice zmieniają swoją rolę – nagle zaczynamy dostrzegać ich własne problemy. Nasza niedojrzałość i zanurzenia w świecie dzieciństwa zaczyna nam niebezpiecznie ciążyć. Świat dorosłych wielu z nas przeraża lub zaczyna nad nami dominować. Koledzy, którzy spędzali czas na grach i fantazjowaniu stają się dziwakami, przyjaźń z koleżanką zamienia się w silniejsze uczucie, a jedynym co może nas uratować, to poczucie, że nie jesteśmy w tym sami. Te młodzieńcze przyjaźnie są niezwykłą siłą. Radzimy sobie z wyzwaniami własnymi metodami i rytuałami wyniesionymi z przeszłości. Finałowe sceny spotkania znajomych, którzy skończyli szkołę są albo zaklinaniem rzeczywistości, albo próbą utrzymania dawnych, rozpadających się więzi. Czasem to jednak nasza dziecięca fantazja okazuje się jedyną ochroną i to w niej odnajdujemy ratunek przed łzami. Piąty sezon jest zarazem pożegnaniem z latami 80-ymi. Ostatnia dekada wiary w lepszą przyszłość, która tylko straszyła militarnymi konfrontacjami, a dobrą zabawę popsuł nieco strach przed AIDS. W kulminacyjnych momentach lecą jeszcze wielkie przeboje Prince and the Revolution; „When Doves Cry” i ‘Purple Rain”, ale w końcówce pojawia się już „Here Comes Your Man” Pixies, a Steve swoim przemówieniem zwiastuje nadejście nowej epoki – Nirvany i grunge’u. Skończyła się niewinność i zabawa, skończyło się liceum, bohaterowi muszą pożegnać swoje małe Hawkins. Kolejne dzieciaki zajmą nasze miejsce, ale dla nas nic już nie będzie takie jak kiedyś. Dziękuję za te pięć sezonów – miło było mentalnie wrócić w inny świat, nawet jeśli nie był on wolny od różnych potworów.

Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×