„Virgin” – Lorde

Universal Music, 27 czerwca 2025

„Virgin” – Lorde

Nowozelandzka artystka, która zrobiła światową karierę już w poprzedniej dekadzie, nadal ma się dobrze. Jej najnowszy album p.t. „Virgin” znalazł się w różnych zestawieniach najlepszych albumów 2025 roku. Ja zainteresowałem się Lorde już przy jej debiucie „Pure Heroin”, kiedy hitem stał się utwór „Royals”. Potem wrażenie zrobił na mnie jej cover „Everybody Wants to Rule the World” Tears For Fears wykorzystany w filmie „Igrzyska śmierci” oraz główny przebój „Yellow Flicker Beat" do kolejnej odsłony tego filmowego cyklu. Album „Melodrama” recenzowałem już na potrzeby tego bloga, za to nie zapoznałem się z kolejną płytą „Solar Power”, bo nie wyszła na CD. „Virgin” nabyłem ze sporym poślizgiem i moich zachwytów nie wywołało. To oczywiście dobra płyta, ale trochę za bardzo w popowej manierze. Skoro Lorde legitymuje się także coverami Nirvany, Talking Heads, czy remixem Charlie XCX, to szukam na jej płycie czegoś więcej. Wciąż lubię głos Nowozelandki, ale czasem śpiewa w sposób za bardzo „estradowy”, że tak powiem. Chodzi tu o tworzenie – być może niezamierzone – efektu: „zobaczcie jak dobrze śpiewam”. Podobają mi się single wyjęte z tej płyty, a nawet kawałek, który je rozdziela. Stonowana elektronika w tle, dobrze w nich wypada. Nie są to banalne kompozycje, wpadają w ucho subtelnie i skłaniają do kolejnych odsłuchów. Po czterech pierwszych utworach moje zainteresowanie „Virgin” nieco siada. Płyta jest generalnie krótka – 35 minut – więc dużego problemu nie ma. Generalnie Lorde wróciła po wyskoku z bardziej folkowym „Solar Power” do sprawdzonych schematów. Współtwórcą płyty jest Jim-E Stack znany ze współpracy z Charlie XCX i to sporo tłumaczy, jeśli chodzi o kierunek muzyczny, ale wydaje mi się, że „Brat” był odważniejszą płytą. Album Lorde ma mocny kobiecy przekaz i ciekawą oprawę plastyczną, ale dźwiękowo za mało mnie zaskakuje. Nie słyszę za bardzo tych gitar elektrycznych wyróżnionych w opisie składu muzyków. Ja wiem, że w popie jest siła, ale w przypadku Lorde liczyłem jednak na coś więcej. Po dobrym początku przychodzi dość nijaki ciąg dalszy, z którego zostają mi w pamięci tylko drobne, ciekawe momenty.

„Virgin” – Lorde
Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×