Znalazłem jakieś wymówki, by nie pójść na ten film do kina, choć bardzo chciałem go zobaczyć. Nie obejrzałem też na płatnej platformie, tylko poczekałem cierpliwie, aż HBO go udostępni. W sumie dobrze mieć ten film w opcji od ręki, bo dużo tu tekstów, a niektóre tak szybko padają, w biegu, czy z tła, że warto sobie czasem cofnąć i pogłośnić. Już w pierwszej scenie, gdy wzorem części pierwszej kamera podąża za Wandą i Tadeuszem przemieszczających się w lokalu, w którym ma się odbyć przyjęcie z okazji chrzcin wnuka, pada wiele nie do końca wyraźnie słyszanych słów. W tej komedii warstwa językowa i dialogi są jednym z głównych elementów humoru, więc warto niczego nie uronić. Zasadniczo nowa historia bardziej przypomina właśnie część pierwszą, zbudowaną wokół nieudanego przyjęcia weselnego, tym bardziej, że wraca tu mąż Małgosi – Andrzej, którego zabrakło w drugiej odsłonie. Wesele organizowała „Warszawa”, teraz chrzciny „Prowincja”. Obydwa wydania są równie zabawne i pełne wzajemnych uszczypliwości. Nowa część zaczyna się od odkrycia jednej, czy drugiej tajemnicy, a potem dochodzi do bardziej pikantnej demaskacji. Twórcy serialu nie zapomnieli bynajmniej tego, co pokazali w poprzednich częściach filmu. Bohaterowie wszak oddziałują na siebie i zachodzą w nich pewne zmiany. Wanda poczuła przecież chęć kobiecego wyzwolenia, a Małgosia nauczyła się jak żyć bez Andrzeja. Tym razem jednak na przyjęciu Małgorzata zjawia się w towarzystwie zabawnie pretensjonalnej Pani Psycholog, podczas gdy Andrzej przyjeżdża z Australii z kilkuletnim synem – owocem związku z trzecią już życiową patnerką. Wszystko tu jest zgrabnie uszyte. Wątki się zazębiają i uzupełniają. Na tle dawnych podziałów na „miasto” i „zaścianek” nikt nikomu nie odpuszcza. Podobnie jeśli chodzi o kwestie światopoglądowe. Przy czym przy pierwszej próbie, okazuje się, że co innego w mowie, a co innego w głowie. „Teściowie 3” to naprawdę udana komedia, z mocnymi wciąż kreacjami i umiejętnym wyważeniem śmieszności. Autorzy filmu dbają, by racja nie była po niczyjej stronie, bo jedni i drudzy są siebie warci. Zarazem jedni i drudzy wzbudzają dużo sympatii. „Teściów” można oglądać po kilka razy, bo to gęste kino i masa tu smaczków, które wpadają za kolejnym razem. Jeśli nawet ktoś ma dość żartów z polaryzacji, to moim zdaniem takich żartów nie będzie dość, dopóki nie zobaczymy siebie nawzajem i nie wyznamy swoich grzechów. Tu tego nie zabrakło i za to również ma ten film ode mnie plusa.