Lubię Sleaford Mods za ich bity i specyficzny akcent Jasona Williamsona. Nowy album od razu zaczyna się od konkretu – drugiego singla „The Good Life” z wokalnym udziałem angielskiej aktorki Gwendoline Christie znanej z „Gry o tron” i ostatnich części „Gwiezdnych wojen”. Fajna gitarowa zagrywka otwiera po chwili utwór „Double Diamond”, który rozwija się w prostym, bluesowym tempie. Tak jeszcze dotąd nie grali. Zaskakuje również singiel "Elitest G.O.A.T.", w którym słyszymy znaną z poetyckiej wrażliwości Nowozelandkę Aldous Harding. Pierwszy singiel – „Megaton” to dość typowy numer dla Sleaford Mods. Nieźle się wylansował w sierpniu poprzedniego roku. Przyjemnie zaskakuje także utwór „No Touch” z gościnnym wokalem Sue Tompkins z zapomnianego nieco zespołu Life Without Buildings. Sleaford Mods nie odpuszczają słuchaczowi, bo zaraz potem proponują kolejny singiel – gorzki „Bad Santa”. Na pocieszenie pojawia się po nim żwawy numer tytułowy. Tempo zwalnia w „Don Draper”, ale nudy wciąż nie ma. Ta nieprzewidywalność na nowej płycie Brytyjczyków, jest zdecydowanie mocną stroną wydawnictwa. Niby to tylko nawijki z podkładami, ale pomysłów obu panom nie brakuje. Delikatne wpływy reggae w „Flood the Zone” dzięki udziałowi Liama Baileya są jeszcze jedną nowinką w dokonaniach duetu. Zresztą w materiałach prasowych sami podkreślają niebywałą erupcję inwencji. Wiadomo, że każdy artysta jest szczególnie zadowolony ze swojej ostatniej płyty, ale jako ten, kto trochę ich płyt zapoznał, mogę potwierdzić, że monotonii tu bynajmniej nie ma. W zasadzie każdy kawałek ma w sobie coś charakterystycznego i zapamiętywalnego. Cóż, skoro potrafili sięgnąć niedawno po przebój Pet Shop Boys „West End Girls” to widać, że głowy mają otwarte i ani punk, ani hip hop nie tworzą dla nich twardych ram gatunkowych. I za to tez ich lubię.