„Father Mother Sister Brother” – reż. Jim Jarmusch

USA, Irlandia, Francja, 16 stycznia 2026

„Father Mother Sister Brother” – reż. Jim Jarmusch

Lubię styl Jarmuscha. Spokojna narracja, skromne dialogi, powtarzalność tematów i ujęć. Aktorzy są sobą i nic nie muszą. Odgrywane przez nich scenki są nieco zabawne i niewątpliwie refleksyjne. W jego najnowszym dziele dostajemy trzy rodzinne opowieści. W pierwszej dorosłe rodzeństwo odwiedza owdowiałego ojca. W zasadzie czynią to z troski, ale też trochę z poczucia obowiązku. Ojciec cieszy się na przyjazd dzieci, ale musi nieco się na tę wizytę przygotować. Potem każdy odgrywa jakoś swoją rolę w tej relacji. Jest zdawkowe relacjonowanie co u każdego słychać, kilka pytań i wyrazów wzajemnej aprobaty. Ojciec ma do zaoferowania wodę z lodem lub bez (co jak na zimową porę nie jest specjalnie atrakcyjną ofertą). Zasadzie rozmowa się nie klei, a wizyta szybko zmierza ku końcowi. Gdy dzieci odjeżdżają ojciec wraca do swojej codziennej postaci – bynajmniej nie jest zagubionym, biednym staruszkiem. Adam Driver w roli syna i Tom Waits jako ojciec to doprawdy udane kreacje. Druga opowieść jest dość podobna. Do mamy, uznanej pisarki (gra ją Charlotte Rampling), przyjeżdżają dwie córki (w roli jednaj z nich Cate Blanchett). Mama radzi sobie bez wątpienia dobrze, ale mają rytuał corocznych spotkań przy herbacie i ciasteczkach. I znów pozornie się sobą interesują i pozornie sobie mówią co u nich słychać. Nie bardzo wiadomo po co im to spotkanie, bo poza grzecznościową formą nie widać tu specjalnych więzi, ani nawet chęci do spotkania. Coś dawno umarło i przestało mieć znaczenie, ale pewna forma pozostała. W trzeciej historii okazuje się jednak, że rodzice – jacy by nie byli – są ważni. Bliźniacy spotykają się, by ostatni raz zajrzeć do mieszkania swoich tragicznie zmarłych rodziców. Nie wiedzą nawet gdzie i jak zginęli, ale świadomość, że więcej się z nimi nie zobaczą, a pewien okres życia został zamknięty, wzbudza jednak silne uczucia. I choć we wszystkich tych relacjach rodzice żyli sobie, a dzieci sobie, to jednak gdzieś tam kryje się wartość rodzinnych relacji. U Jarmuscha pewnym symbolem tej wartości jest zegarek Rolex, który przewija się przez te trzy opowieści. W zasadzie nie pasuje do bohaterów, ale go jednak mają. Mamy tu też powracający motyw deskorolkarzy i picia wody, herbaty, czy kawy pokazywanych od góry niczym w słynnych miniaturach „Kawa i papierosy”. Jarmusch puszcza tym samym oko do dawnych fanów. Ten film przypomina mi klimat wielu wcześniejszych filmów Amerykanina. Jego kino jest wciąż charakterystyczne i odrębne.   

Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×