„Wielki Marty” – reż. Josh Safdie

USA, 30 stycznia 2026

„Wielki Marty” – reż. Josh Safdie

„Wielki Marty” to filmowa jazda bez trzymanki. Dwie i pół godziny niespokojnego, intensywnego kina. Pamiętam jak męczyło mnie oglądanie „Nieoszlifowanych diamentów”, przy których miałem problem by nadążyć za gęstymi dialogami. Teraz jest pod tym względem ciut lepiej, ale akcja i tak jest wyczerpująco bogata. Główny bohater – Marty Mauser (grany z pasją przez Timothee Chalameta) jest pyszałkiem. Ma w sobie olbrzymią determinację w dążeniu do celu i nie waha się sięgnąć po żadne metody, by sobie w tym pomóc. Może mierzyć do kogoś z broni, ale też ściągnąć spodnie i wypiąć pośladki na lanie. Jego życie toczy się na przyspieszonych obrotach i zawsze kręci się wokół niego. Mógłby sprzedawać buty, zostać kierownikiem, związać się z fajną dziewczyną i żyć jak inni, ale on pragnie być mistrzem świata w ping pongu i mieć status bogatej gwiazdy. Są lata 50. XX wieku. Marty jedzie do Londynu na najważniejsze międzynarodowe zawody. Na jego nieszczęście, z Japonii pierwszy raz po wojnie przybywa nieznany zawodnik o innej technice grania i odmiennej rakietce. Od tego momentu, w życiu Mausera zaczynają pojawiać się problemy i losowe przeciwności. Dążenie do sukcesu staje się coraz trudniejsze. Buta i pewność siebie nie są tu najlepszym remedium. Czasem powodują dodatkowe perturbacje. Im bardziej niepoprawny jest nasz bohater, tym akcja robi się ciekawsza. To nie jest kino sportowe – zawody i tenis stołowy są tak naprawdę gdzieś w tle – to głównie rzecz o ambicjach i walce o lepsze życie. Marty nie jest miłym gościem, to raczej zimny drań, choć o dość niewinnej aparycji. Ma niewyparzony język i niepochamowaną śmiałość w działaniu. Ciekawie jest obserwować jego zmagania z fortuną, która - jak wiadomo - nie zawsze sprzyja. Fascynujące jest oglądanie jak radzi sobie z przeciwnościami losu, jak się nagina i jak kombinuje. Na jego drodze staje m.in. przedwojenna gwiazda kina (grana przez Gwyneth Paltrow), której mąż jest bogatym biznesmenem. Marty traktuje ich dość przedmiotowo, co nie do końca mu się udaje. Dostajemy też epizod z właścicielem psa granym przez Abla Ferrarę – podjerzanym typem z walizką pieniędzy. Kumpla Marty’ego – taksówkarza – gra z kolei znany raper - Tyler The Creator. A skoro o muzyce mowa, to ścieżkę dźwiękową wypełniają m.in. hity Tears for Fears, Alphaville, Petera Gabriela, Public Image Ltd i New Order, co może zaskakiwać w zderzeniu z ekranowymi realiami. 9 nominacji do Oscara dla tego filmu wcale mnie nie dziwi. To naprawdę bogate i efektowne kino, bardzo ekspansywne i dynamiczne. Można się nim trochę zmęczyć, ale zdecydowanie warto.        

Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×