Zespół Blonde Redhead co jakiś czas nagrywa odmienne wersje swoich piosenek. Uczynił tak po nagraniu pożegnalnej płyty dla Touch & Go w 2000 roku, wydając miniLP „Melodie Citronique”, po „Misery of a Butterfly” dla 4AD, wypuścił w 2005 roku EP „Secret Society of Butterflies”, następnie po nagraniu „Barragain” wypuścił w 2016 roku kompilację „Freedom of Expression on Barragán”. Dwa lata po kolejnej płycie „Sit Down For Dinner” wychodzi „Shadow of the Guest” oferujący cztery nagrania z udziałem młodzieżowego chóru z Brooklynu oraz cztery inne przeróbki, w tym dość zaskakujący udział meksykańskich mariachi w opracowaniu tematu z „For the Damaged”. Całość tworzy dość urokliwą, ale też spokojną całość. W zasadzie wszystkie partie wokalne należą do Kazu Makino. Wybrany do promocji płyty „Rest of Her Life” w wersji z chórem bazuje na partiach wokalnych, które uzupełnia gitara akustyczna i klawisz. Mnie bardziej podoba się wersja „Before”, która zwyczajnie jest żwawsza, a chór faktycznie ją wzbogaca, czyniąc co najmniej równie ciekawą, jak oryginał. Słusznie trafiła na drugi singiel. „Via Savona” otwiera chór i dopiero po czasie słyszymy znajome takty utworu oraz głos Kazu Makino. Tu znów instrumenty bardziej plumkają (pianino, gitara akustyczna), a partie wokalne sprowadzają się do wydawania przeciągłych dźwięków. Wrażenie robi też chóralna „Coda” z tematem „For the Damaged” z 2000 roku, spopularyzowanym przez wykorzystanie go w serialu „Ricky i Morty”. Drugą stronę płyty zaczyna, trwająca ponad 11 minut wersja „Kiss Her Kiss Her” połączona z „Before” i „Snowman”, w szalonej interpretacji jako „Kiss Her Before The Snow Melts”. Kazu śpiewa tu początkowo po francusku, a całość nabiera transowo-hipnotycznego charakteru. Dla mnie to kolejny intrygujący moment tego wydawnictwa. Dwie kolejne kompozycje przypominają interpretacje nagrań z „Medusy” dokonane przez członka Clan of Xymox – Pietera Nootena na płycie „Sleeps With the Fishes”. Głównie instrumentalne, oniryczne kompozycje, z wokalną narracją Kazu Makino w drugim z utworów. Całość kończy wspomniana już wersja „Cody” zagrana z gościnnym udziałem meksykańskich muzyków. Sympatyczny to finał i oczywiście zaskakujący, jak na Blonde Redhead. Jeśli lubicie subtelniejsze oblicze tria i kolekcjonujecie ich nagrania, zróbcie sobie prezent w postaci tego wydawnictwa. Reszta może czekać na kolejne, nowe wydawnictwo.