Przeczytałem kilka książek o Czechach i to były zasadniczo ciekawe i jakoś pogodne pozycje. Słynny „Gottland” ukazuje nieco chmurniejszą twarz naszych południowych sąsiadów, by nie powiedzieć, że rzuca mocny cień na ich wizerunek. Mariusz Szczygieł pisze tu nie tylko o tych wielkich symbolach Czech – Kafce, Szwejku, Hrabalu, zakładach Baty, Waclavie Havlu, Helenie Vondrackovej, Karelu Gotcie, Janie Pallachu, Karcie 77, czy Plastic People of the Universe. Ukazuje jakby krzywe odbicie tych ikon. Biznesowy geniusz Antonina Baty zamienia się w Orwellowski model jego syna Tomasa. Jak przedwojenna gwiazda kina zostaje miłością Goebbelsa. O budowie, a następnie rozbiórce największego pomnika Stalina na wzgórzu Letna, które zniszczyło życie jego twórcom. Szczygieł ukazuje przerażający obraz działań czechosłowackiej służby bezpieczeństwa i partii komunistycznej. Nawet z perspektywy naszych doświadczeń ze stanu wojennego, środki represji podjęte w Czechosłowacji robią wrażenie. Posunięta do absurdu cenzura, walka klasowa wymierzona w inteligencję i przedsiębiorców, interwencja wojsk Układu Warszawskiego w 1968 roku, która dokonała czystki wśród socjalistycznych reformatorów. Konsekwencją tego jest społeczeństwo konformistów, zmowa milczenia wokół wszystkiego co może być nieprawomyślne – nawet Franza Kafki. Mamy tu zestawienie losów dwóch piosenkarek: Marty Kubisovej, która została skompromitowana przez służby i pozbawiona szans na kontynuację kariery oraz Heleny Vondrackovej, która mogła wciąż śpiewać i nagrywać płyty, ale musiała pokornie milczeć. Dostajemy też historię przedwojennego pisarza, autora horrorów, który po wojnie zmienił nazwisko i zaczął pisać powieści socrealistyczne. Szczygieł odsłania także mechanizmy niszczenia scenarzysty filmowego Jana Prochazka, wobec którego służby preparowały materiały, by nie tylko pokazać go jako wroga socjalizmu, ale przede wszystkim zniszczyć go towarzysko. Obok historii prawdziwie tragicznych, są też na swój sposób zabawne, ukazujące zarazem społeczny strach i mentalność lawiranta, dominujące w komunistycznych realiach. Pomimo upadku komunizmu Czesi nie do końca potrafią przejść do porządku dziennego z poprzednimi dekadami. Tak jak służba bezpieczeństwa ukrywała i wyciszała demonstracyjną śmierć Jana Pallacha, tak w wolnych Czechach zagraniczna ekipa filmowa mogła przesłonić ślady po samospaleniu alterglobalisty Zdenka Adamca. „Gottland” w wielu miejscach zadziwia i podważa nasze postrzeganie Czech i Czechów. Antybohaterstwo, nie wychylanie się, życiowa zapobiegliwość w świetle przedstawionych historii jakoś przestaje być Szwejkową mądrością. Można odnieść wrażenie, że to naród stłamszony, który pomimo tylu talentów i potencjału, znalazł jedynie patent na przetrwanie.