„La Grazia” – reż. Paolo Sorrentino

Włochy, 6 lutego 2026

„La Grazia” – reż. Paolo Sorrentino

La grazia, tytułowa łaska, to w tym filmie prawo do wątpliwości. Dla mnie jednak dominującym tematem jest jak zwykle tęsknota. Historia fikcyjnego prezydenta Włoch, który kończy swoją ostatnią kadencję, choć oparta na dylematach, jest w istocie kumulacją braków. My – jako widzowie – możemy wzdychać do głowy państwa, która jest wybitnym prawnikiem a jej autorytet oraz umysł pozwalają przechodzić ponad kolejnymi kryzysami rządu. W kuluarach mówią o prezydencie „Żelbet” – może mało sympatycznie, ale oddaje jego niewzruszalność. Z perspektywy głównego bohatera widać jednak też cierpienie wdowca. Nie może się pogodzić ze śmiercią ukochanej Aurory, pomimo upływu ośmiu lat jakie minęły od jej odejścia. To piękna mężowska miłość, niestety skażona zazdrością o zdradę sprzed czterdziestu lat. Prezydent nie może się z nią pogodzić, bo nie wie z kim zdradziła go żona. Chce prawdy. Bohater tęskni też za młodością – za paleniem papierosów, za kontaktami z młodymi kobietami, nawet za słuchaniem młodzieżowej muzyki. Osią filmu są czekające na podjęcie decyzje - o podpisaniu ustawy o eutanazji oraz ułaskawieniu dla pary morderców odsiadających wyroki. Dla prawnika są to kwestie trudne. Oczekuje wnikliwych analiz, poprawek, doprecyzowania. Chce, by napisać czym jest dla ustawodawcy agonia, choć właśnie widzi ją na przykładzie swojego umierającego konia. Prezydent jest zamknięty w swoim świecie, wśród książek, własnych podręczników, dostojeństwa. Zamknięty jest językowo  - nie potrafi odpowiedzieć na pytanie dziennikarki Vouge’a o modzie. Nie potrafi rozmawiać z córką – też prawniczką – o sprawach innych niż zawodowe. Spowiada się papieżowi ze swoich dylematów, ale to niczego w nim nie zmienia. Czeka na koniec kadencji i podświadomie chce być tym „Żelbetem”, za którego go uważają. A jednak dochodzi w nim do przełomu. Czy chodzi o prawo do wątpliwości, czy o świadomość przemijania, która odcina mu kolejne możliwości? W tym filmie jest wiele efektownych scen, zapadających w pamięć. Sorrentino puszcza czasem do widzów oko, by nie popaść w skrajny sentymentalizm. Wydaje mi się, że Włoch kręci wciąż ten sam film. O pasjach i pragnieniach, które gasną wolniej, niż ciało. O wspomnieniach, które są ważniejsze od tu i teraz. O oczarowaniu życiem w jego przyziemnych aspektach. „La Grazia” jest dość kameralna, ale to kino buzuje, jak zawsze.      

Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×