„Play Me” – Kim Gordon

Matador, 13 marca 2026

„Play Me” – Kim Gordon

Mam wrażenie, że Kim Gordon nigdy nie czuła się, pod względem artystycznego spełnienia, tak dobrze, jak w ostatnim czasie. Zarówno poprzednia płyta, która przyniosła jej dwie nominacje do Grammy, jak i najnowsza skupiły na sobie uwagę mediów, krytyków i słuchaczy. Rozwija się też na innych, artystycznych polach. Nowa płyta trafiła już na szczyt najlepiej sprzedających się albumów w dystrybucji Sonic Records. Przynosi też sporo świeżego spojrzenia na twórczość Kim. W tytułowym „Play Me” wsamplowana jest jazzowa trąbka. W „Girl with the Look” mamy bit, który nabija jak u Young Fathers. Oczywiście głos Kim Gordon jest jedyny w swoim rodzaju. Lekko wysiłkowy, mało piękny i średnio donośny. Bez trudu poddaje się hip-hopowym zabiegom. Naprawdę im dłużej trwa współpraca z Justinem Raisenem, tym dla płyt dawnej basistki Soic Youth lepiej. Kto nie wie, niech przeczyta, że na solowych płytach Kim gra na gitarze. Justin robi jej podkłady tak jak raperom i dobrze się to klei. Odpoczywamy od awangardy projektów Body/Head, czy Free Kitten. Tu jest prościej, ale też niebanalnie. Coś tam może się sprzężać, piszczeć, rzęzić, ale w ramach uporządkowanych trzyminutowych struktur. Pierwszy singiel „Not Today” mierzy się nawet z jakąś melodią. No i rytm jest określony, bez czkawek i przeskoków. Lubiłem wiele kawałków Soniców z Kim na wokalu, ale na jej solowych płytach nie spodziewałem się hitów pokroju „Bull In the Heather”, „Kool Thing”, czy „Little Trouble Girl”. Kim zawsze miała bardziej awangardową duszę. Jednak z Raisenem osiągnęła idealne połączenie muzyki prostej, a zarazem niepopowej. Najnowsza płyta jest chyba najbliższa formule piosenkowej, bo utwory są radiowo zwięzłe. Dobrze je też przenosić chyba na scenę. Są na swój sposób efektowne i sporo się w nich dzieje, a zarazem można je grać w duecie. Nowe nagrania są pobudzające, nerwowe i gwałtowne. Dźwięki buzują, bit smaga, głos nie rozpieszcza. To muzyka technologicznych czasów, krótkich komunikatów i niepewności. Kim Gordon udało się na nowo określić muzycznie. Odciąć od skojarzeń, a zarazem utrzymać uznanie i szacunek dawnych fanów. Słuchając jej nowej płyty, wiem, że ma mi coś aktualnego do powiedzenia. Wciąż funkcjonuje w hałasie i nie szuka wyciszenia. To odważna postawa i w zasadzie rzadka. 

„Play Me” – Kim Gordon
Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×