"Cabin In The Sky” – De La Soul

Mass Appeal, 6 lutego 2026

Pamiętam tylną okładkę jednego z polskich miesięczników muzycznych sprzed ponad ćwierć wieku, na którą trafiło zdjęcie tria De La Soul, gdzie nazwano ich „inteligenciakami”. Dla mnie hip hop wtedy praktycznie nie istniał. Znałem tylko kawałek Beastie Boys „(You Gotta) Fight for Your Right (To Party)”, ale czy to był prawdziwy hip hop? W latach 90. kupiłem sobie płytę „Judgment Night”, słynny soundtrack łączący ówczesne gwiazdy sceny gitarowej z rapem. De La Soul mieli tam mięciutki numer „Fallin’” zrobiony z Teenage Funclub, wydany zresztą na singlu. Prawdziwym hitem stał się dla mnie dopiero utwór zrobiony z Gorillaz „Feel Good Inc.”, nagrodzony później Grammy. Kolaboracja z Gorillaz przyniosła z czasem jeszcze więcej nagrań, ale już nie tak spektakularnych. Niemniej żadnej płyty De La Soul nie miałem nigdy w rękach – aż do teraz. „Cabin In The Sky” to pozycja o tyle wyjątkowa, że stanowi pożegnanie za zmarłym dwa lata temu na serce  Davidem Judem Jolicoeur’em, figurującym na płycie jako Dave. To m.in. jego głos słychać w wybranym na promocyjnego singla kawałku „The Package”. Prace nad płytą trwały już od jakiegoś czasu - wszak poprzedni album De La Soul ujrzał światło dzienne w 2016 roku. Legenda amerykańskiego hip hopu zaprosiła do nagrania „Cabin In The Sky” kilka innych gwiazd, w tym gronie znaleźli się m.in. Black Thougt, Killer Mike, Q-Tip, czy Nas. Słyszymy ich wywołanych w otwierającej „pogadance” prowadzonej przez Giancarlo Esposito, który na końcu wyczytuje – bez odzewu - Dave’a. Za chwilę jednak słyszymy go w klimatycznym, podszytym swingiem kawałku „Yuhdontstop” (Dave jest też jego producentem). To – jak sądzę dość wzruszający dla fanów moment. Generalnie ta płyta przypomina lata 90. gdy podkłady sięgały do eleganckich brzmień z lat 50 i 60. a styl budowały skrecze. Fajnie wypada damski wokal w „Will Be” i wspomniany singiel „The Package”. Z czasem płyta staje się trochę mniej ekscytująca, ale co jakiś czas wybija nas z nieporuszenia. Zmienia się rytm, dochodzą nowe wokale. W połowie albumu ukryty jest drugi singiel „Day in the Sun”. To pogodny kawałek, ze świergotem ptaszków w tle i damskimi wokalami. „Run It Back!” jest na tym tle niemal awanturniczy. Ładne sample wracają w „Different World”. Dobra jest również końcówka płyty. Przyjemnie wchodzi chwytliwy „Yours”, a klasycznie wypada utwór tytułowy oraz finałowy „Don’t Push Me”. Nie wiem, czy na tym albumie kończy się pewna epoka z amerykańskim hip hopie? Trochę tak to wygląda, bo sporo tu nostalgii, no i zespół wbił na album ponad 70 minut muzyki. Ja bym wolał trochę mniej, ale rozumiem powód i kontekst. Tym bardziej, że spotykam się z De La Soul = jakby nie było – na ostatniej prostej.

Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×