„Harry Hole” – Jo Nesbo

Norwegia, 26 marca 2026

„Harry Hole” – Jo Nesbo

Skoro sam autor kryminalnego cyklu o Harrym Hole podpisał się pod tym serialem, to można było oczekiwać udanej ekranizacji. Wiele osób krytykowało wcześniej adaptacje tomu „Pierwszy śnieg”. Tym razem wybór padł na tom „Pentagram”, który wzbogacono o wątki z dwóch poprzednich części. Mnie wejście w ten serial zajęło kilka odcinków. Nie mogłem zaakceptować tych przeskoków akcji, wrzucania wątków tłumaczących kontekst działań bohaterów. Harry Hole nie jest w pierwszych odcinkach wnikliwym detektywem – to przede wszystkim człowiek na życiowym zakręcie, outsider, który doprowadza do śmierci partnera i nie potrafi zapobiec kolejnej tragedii. Ma problemy miłosne, jest alkoholikiem i jedyne co może wzbudzać w nim sympatię to koszulka Pixies i słuchanie Ramones. Kolejne morderstwa, których tu nie brak, zdarzają się nagle i niespodziewanie. Ich rozwikłanie jest trudne i wzbudza ciekawość dopiero w drugiej połowie serialu. Przeciwnik Harrego – komisarz Waaler wydaje się być ciekawszą postacią, choć wymownie antypatyczną. Kto czytał książki ten wie jak nietuzinkowe są prowadzone śledztwa i ile napięcia jest w całej akcji. Tu wszystko musi dziać się szybko, dynamicznie, a widz nie ma czasu na własne domysły i podejrzenia. Nawet rozwiązanie zagadki gdzieś dla mnie traci wiarygodność. Za dużo tu skrótów. Sam Harry bardziej wydaje się być zajęty emocjonalnie synem swojej ukochanej Rachel, niż nią samą. Wspiera się prochami, by ruszyć z miejsca, a zmysł tropiciela rodzi się w nim później i nie wiadomo skąd. Oslo jest miastem bez swojego książkowego, zimnego charakteru. Owszem, są w tym serialu emocje, zaskoczenia, jest też dużo brutalności. Dobrze wypada strona muzyczna, choć nie poznałbym, że to robota Nicka Cave’a i Warrena Ellisa, bo prym wiodą obce, rockowe kawałki. Może nie jest to serial zły, ale każda jedna książka Jo Nesbo jest od niego lepsza.  

Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×