„4” – Spinofonia

Spinofonia, 2026

„4” – Spinofonia

Krakowska Spinofonia poczuła mocny, twórczy impuls i zaledwie rok po płycie „III” nagrała i wydała album „4”. Wcześniej płyty zespołu ukazywały się co 6 lat, trudno zatem nie dostrzec przyspieszenia. Ten sam siedmioosobowy skład przygotował jednak nieco inny materiał, niż przed rokiem. Spinofonia postawiła na mocniejsze brzmienie, zbliżające ich muzykę do folk-metalu. Owszem, słychać tu też prod-rockowe frazy, związane choćby z instrumentarium wzbogaconym o skrzypce i pianino. Sekcja rytmiczna i gitary idą jednak ewidentnie w cięższą stronę. Mówiąc o folku mam głównie na myśli polskiego, romantycznego ducha. Już w otwierającym „Zrywając sidła” poruszające partie pianina przeplatane są galopem gitar i perkusji. Niewątpliwie słychać, że w tworzeniu kompozycji, za które wcześniej odpowiadał perkusista i klawiszowiec Dawid Kielar, teraz zaangażowali się także gitarzyści. W końcówce „Zrywając sidła” jest do czego pomachać głową, choć całość kończy znów ujmująca partia pianina. Otwarcie „Nadziei Milczących” kojarzy mi się z Rush. Potem jest ładne klawiszowe przejście do przestrzennej części kompozycji, nasyconej romantycznym, ale też walecznym duchem. Nie brak tu mocniejszych gitarowych akordów. Spinofonia, nagrywając wyłącznie instrumentalne numery, dba by wypełnione były różnymi barwami i nastrojami. Skoro tekst nie może być nośnikiem obrazów i zdarzeń, muzycy kreują historie pobudzające wyobraźnię przy pomocy swoich instrumentów. Dużo tu melodii i harmonii. Utwory trwają średnio 6 minut, więc czasu na wzbogacanie tematów nie brakuje. W „Źródle Esencji” gościnnie na basie gra znany choćby z Millenium Krzysztof Wyrwa. Jest on tez współkompozytorem tego nagrania. Utwór zaczyna znów ciekawe pianino, na które wchodzą ciągnące jego temat gitary. Basowe solo wraz z perkusją wprowadzają jazzowy klimat, który jednak zaraz ginie pod gitarami kończącymi utwór rozwinięciem głównego tematu. „Biała Księga” to kolejne łączenie ciężkich metalowych pasaży, z sentymentalnym pianinem i gitarowymi ilustracyjnymi partiami. Najkrótszy na płycie „Kompas” zapada w pamięć dzięki udziałowi skrzypiec, nadających jakiegoś takiego podhalańskiego klimatu. Mam tu ewidentnie skojarzenia z bandą Janosikowych zbójów spadających z gór  na swoje ofiary. Waleczny i wręcz tęskny romantyzm dominuje także w kawałku „Wyma-Żona”. Tu znów słychać kompozycyjny wkład skrzypka – Jakuba Janickiego. Album kończy mój ulubiony na tej płycie i najdłuższy „Klucz do Antidotum”. Wyjątkowo zaczyna go gitara, klawisz ciągnie spokojne tło. Tempo utworu jest jednak dość żywiołowe, a podziały rytmiczne coraz ciekawsze. Dużo się tu dzieje, bo co jakiś czas wchodzą nowe tematy i ozdobniki. Jest moment uspokojenia, zwieńczony poruszającą harmonijką i fajny temat grany kontrastami partii pianina i skrzypiec. Finał jest zasłużenie wzniosły, aż do „zgaszenia prądu”. Choć to nie mój styl muzyczny, to czuję się przekonany pomysłami Spinofonii. „4” jest spójniejsza od ubiegłorocznej „III” i robi też na mnie lepsze wrażenie od początku do końca. Ciekawe, czy zespół zostanie doceniony za swoją pracę. Na pewno ma dużo do zaoferowania swoim słuchaczom, choć brak wokalu na pewno utrudnia komercyjny sukces.

„4” – Spinofonia
Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×