Spięty od czasów Lao Che myśli płytami. Tworzy sobie koncept albumu i go realizuje. W przypadku „Full H.D.” stawia na taneczność w rytmach funk i disco. Zarazem od pierwszych chwil słychać, że jest to jednak przede wszystkim jego płyta. To kolejna porcja refleksji nad życiem, błyskotliwych gier językowych i polemik. Już same tytuły powodują uśmiech na twarzy „Zapalenie przedrostka”, „Stan Podgorączkowy Sobotniej Nocy”, „Kowalski Własnego Losu”, „Zaprószenie Do Ognia” czy „Najstarszy Chłopczyk Świata”. Płytę zaczyna spokojny, rozwijający się kawałek, który nie znamionuje jeszcze parkietowego stylu wydawnictwa. Dopiero w drugiej części nagrania, dostajemy bardziej porywający rytm. Tekstowo zapada w pamięć uwaga z refrenu, że największym mięśniem u człowieka jest pośladek, a nie serce. Wybrany do promocji numer „Zapalenie Przedrostka” ma w sobie coś z ducha Miami Sound Machine. Spięty tworzy tu opozycję życia i nie życia, stwierdzając, że trzeba żyć, bo umrzeć każdy głupi potrafi. W pamięć zapada też typowy dla artysty zwrot światopoglądowy „chamstwo i drobnochrześcijaństwo”. Walczykowato – kataryniarsko rozwija się „Atrapa Łajdaka”. Przesłaniem jest zdanie, że kobiet, z którymi chcielibyśmy spędzić noc jest bardzo dużo, ale ożenić trzeba się z taką, z którą chce się spędzić dzień i noc. Mnie od razu spodobał się wpadający w trans utwór „Stan Podgorączkowy Sobotniej Nocy”. Spięty nie ukrywa, że słuchał przed nagraniem tej płyty Bee Gees, czy Boney M. Ten bas, dęciaki, perkusja – noga sama chodzi. Numer ten jest ewidentną pochwałą zalet tańca i jego wyzwalającej siły. Pod względem muzycznym to dla mnie numer jeden. Mocno refleksyjny jest dla odmiany „Język Płocki”, w którym wracają dylematy związane z kwestiami wiary. Bas godny Duran Duran otwiera natomiast „Zaprószenie do Ognia”. To kolejny kawałek warty uwagi przez wzgląd na stronę instrumentalną. Taneczne brzmienia z lat 90. przypomina „Palipuenta”. Swingowy jest styl „Najstarszego Chłopczyka Świata”, czyli piosenki o problemach z dojrzewaniem do dorosłości. Płytę kończy prowadzony przez dęciaki utwór „Samowolne Opuszczenie Ciała”, który mógłby wyprodukować David Holmes. Spięty znów jest na tej płycie pełen językowej werwy, interpretacyjnych hulanek i wokalnej swobody. Nieco teatralny, trochę aktorski i prześmiewczy, ale takim go znamy. Po bardziej lirycznej płycie „Heartcore” wrócił na „Full H.D.” do żywszych.