Robyn w zasadzie milczała od 2019 roku. Pod koniec ubiegłego roku wypuściła singiel „Dopamine”, który był zapowiedzią powrotu w towarzystwie szwedzkiego producenta, z którym pracowała przy przełomowej trylogii „Body Talk” i sukcesu hitu „Dancing on My Own”. Artystka uczyniła z seksualności temat główny nowej płyty, co podkreśliła śmiałymi sesjami zdjęciowymi do okładki. Gwiazda szwedzkiego dance-popu postawiła na wyraziste bity, chwytliwe tematy i brzmienie z jakiego jest dobrze znana. Trudno tu o jakieś zaskoczenia. Przez blisko pół godziny słuchamy rytmicznych łamańców i lekko przetwarzanego miejscami wokalu Robyn. Symbolem powrotu do klasyki, jest tu także nowe opracowanie kawałka „Blow My Mind” z 2002 roku. Ta muzyka jest dość mechaniczna i w pewnym sensie sztywna. Jakby miały do niej tańczyć roboty. Na szczęście dzieje się tu stosunkowo dużo, a utwory łatwo od siebie odróżnić. Płyta jest też zasadniczo równa i dobrze sprawdza się jako całość. Nie jestem wielkim miłośnikiem wokalu Robyn, ale pasuje on do tej konwencji muzycznej i elektronicznych przetworników. Można postawić ten album blisko „Brat” Charli XCX, ale ma też w sobie coś z ducha Daft Punk. Robyn wciąż tryska energią i chce się bawić. Jest w niej dużo dobrej energii i pewności siebie. To dobrze koresponduje z tą witalną muzyką. Trudno mi wyróżniać jakieś konkretne kawałki, ale na pewno warto zwrócić uwagę na utwór tytułowy, mogący się kojarzyć z Cibo Matto. Warto odnotować wkład kompozytorski członka Metronomy w „Really Real” oraz Royskopp w „Sucker for Love”. Uwagę zwraca także zamykający utwór „Into the Sun”, bardziej rozbudowany i pozytywnie refleksyjny. Single (w sumie cztery nagrania na dziewięć) nie wykazują się specjalnie chwytliwością, ale dobrze oddają styl tego wydawnictwa. Nigdy nie byłem fanem twórczości Robyn, ale „Sexistential” na pewno się broni.