„To. Witajcie w Derry” sezon 1 – Brad Kane

Kanada/USA, 26 października – 14 grudnia 2025

„To. Witajcie w Derry” sezon 1 – Brad Kane

Kolejne podejście do strasznego klauna Pennywise’a z powieści Stephena Kinga. Czasem Amerykanie mają opory, by wprost powiedzieć o swoich powojennych grzechach. O prześladowaniu czarnoskórej społeczności, nagonkach na lewicowych działaczy, zimnowojennych doktrynach i mało szlachetnych operacjach wojskowych. Militarna presja, znana choćby ze „Stranger Things”, w przypadku tego serialu sprowadza się kolejny raz do szukania tajnej i wyjątkowej broni, bez baczenia na moralne i społeczne koszty. Zło zamknięte w niewielkim miasteczku, staje się celem misji wojskowej. Zagadkę znają miejscowi Indianie, ale ich rolą jest stanie na straży, by nie uwolnić koszmaru. Jego ofiarami, ale też paliwem są dzieci. Gdy dochodzi do zaginięcia kilkorga dzieci, miejscowe władze znajdują kozła ofiarnego w postaci czarnoskórego mieszkańca (w dodatku przełamującego społeczne tabu). Koledzy i koleżanki zaginionych dzieci podejmują własne starania, by wyjaśnić kwestię mrocznej zagadki. Muszą pokonać strach. Dostają wsparcie za strony rdzennej ludności i czarnoskórych żołnierzy i aktywistów. To oczywiście dość jasno wyrażony akt politycznych sympatii twórców. Biali wojskowi, policjanci i gospodarze występuję po stronie oprawców. Mamy tu choćby wstrząsający atak na czarnoskórą społeczność, ukrywającą niesłusznie oskarżonego członka swojej społeczności. Serial Brada Kane’a niesie ze sobą wiele drastycznych scen. O ile „Stranger Things” mógł przerażać, o tyle „To. Witajcie w Derry” zbliża się momentami do filmów „gore”. Psychopatyczny Pennywise jest potworem. Tego serialu nie da się spokojnie oglądać. Tym bardziej, że ofiarami są dzieci. Oczywiście dziecięcy świat sam w sobie bywa pełen zła. Stygmatyzowanie tych słabszych i odmiennych, zaczyna się od najmłodszych lat.  Serial sięga też do przeszłości, w której klaun Pennywise jest jeszcze dobrym ojcem, z którego popisów cyrkowych śmieją się dzieci. Ciekawe jest to, że amerykański generał, gdy był chłopcem, zetknął się z miejscowym koszmarem. Poznał także przestrogi ze strony indiańskiej przyjaciółki, a jednak po latach wrócił do Derry, by wykorzystać ukryte zło jako broń. To oczywiście jedno z nawiązań do bomby atomowej, zimnowojennej polityki i opresyjnej cywilizacji zachodniej. Wymowny jest również kontrast serialowej czołówki, w której do dziecięcej piosenki, dostajemy rysunkowe animacje łączące piękne kolory i uśmiechy, ze scenami krwawej przemocy. Ameryka z początku lat 60. XX wieku taka właśnie była. Z jednej strony rozpromieniona postępem i rosnącym dobrobytem, a z drugiej wciąż opresyjna. Ten serial wymaga emocjonalnej odporności i nie jest szczególnie odkrywczy. Uważam jednak, ze warto się z nim skonfrontować.

„To. Witajcie w Derry” sezon 1 – Brad Kane
Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×