„Creature of Habit” – Courtney Barnett

Mom + Pop/Fiction, 27 marca 2026

„Creature of Habit” – Courtney Barnett

Po bardzo udanym początku mojej znajomości z tą australijską artystką, relacja jakoś zanikła. Właściwie od dobrych kilku lat nie śledziłem jej poczynań i dopiero pozytywne opinie o tegorocznej płycie sprawiły, że znów się z nią przeprosiłem. Modliszka z okładki może być przestrogą, ale nie powinni na nią zwracać uwagi zwolennicy swobodnego, rockowego grania. Nowa płyta Barnett to powrót do brzmienia z początków kariery. Już otwierający singiel – pierwszy zwiastun płyty – chwyta bezpośredniością i czystym gitarowym graniem. Z kolei kolejny jest bardziej pogodny i luźny. W „Site Unseat” słyszymy gościnnie Waxahatchee i basistę Last Shadow Puppets. A skoro o gościach mowa, to na wszystkich instrumentach poza gitarą gra na tej płycie Stella Mozgawa z Warpaint. Numer z Waxahatchee ciągnie nieco w stronę americany. W takiej dawce nieźle się to komponuje, ale dobrze, że nie jest to dominujący styl krążka. Zdecydowanie najspokojniejszy jest w tym zestawieniu „Mostly Patient”.  W najnowszym singlu „One Thing at a Time” pojawia się nieoczekiwanie Flea na basie. Numer fajnie buja i przypomina o latach 90. Dwa kolejne piosenki też wyszły na singlu, jako strona A i B. Wiodący „Mantis” jest bardziej witalny i dynamiczny. „Sugar Plum” jest subtelniej zagrany, ale nastrój niesie ze sobą przyjemny. Utwór „Same” warto odnotować z racji udziału w nim Floating Points. Mechaniczny akcent otwiera tą kompozycję, która zasadniczo jest lekka i rytmiczna. Bardzo sympatyczny jest także „Great Advice”. Płytę kończy lekko i bez napięć najdłuższy w zestawie utwór „Another Beautiful Day”. Naprawdę zgrabna rzecz wyszła Courtney Barnett. Z produkcyjnym wsparciem Johna Congletona i Marty Salogni wróciła do tego, czym zaistniała przed laty – prostych piosenek o swoim świecie zagranych z gitarową pasją i iście dziewczęcą fantazją.  

„Creature of Habit” – Courtney Barnett
Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×