Horror to nie jest prosty gatunek. Jak tu straszyć przez osiem odcinków!? Na początku można budować nastrój, ale potem trzeba sięgnąć po jakiś konkret. W tym serialu – jak w wielu dziełach tego gatunku, najciekawiej jest dopóki nie wiadomo co się czai za przypuszczeniami. Młoda para jedzie na ślub do rodzinnego domu pana młodego. Ona przez całe życie jest pełna złych przeczuć, a okoliczności bynajmniej jej teraz nie uspokajają. Rodzina jest dość wyniosła, otoczenie domu niezbyt sympatyczne, a Panna Młoda zaczyna dostrzegać elementy, których inni nie widzą. Po drodze trafia się też kilka dziwnych postaci wyjętych jakby ze świata Davida Lyncha. W dobrych horrorach mamy przełożenie świata realnego, na różne wymiary strachu. Wiadomo, że dziewczyna, wychowująca się bez matki, nie utrzymująca kontaktu z ojcem, zdana na siebie, może odczuwać stres przed spotkaniem z tradycyjną rodziną – zwłaszcza o wyższym statusie majątkowym. W każdej rodzinie są także jakieś tajemnice i niedopowiedzenia. Tym bardziej będą one doskwierać, gdy w tle czai się poważna choroba członka takiej familii. Samo wejście w związek małżeński i przygotowania do ślubu to duże wyzwania emocjonalne. Nie trzeba do tego zjawisk nadprzyrodzonych. W tym serialu pojawia się jednak widmo klątwy. Kto nie znajdzie swojej duchowej pary, ten umrze. Nie będę wchodził w dalsze szczegóły, ale przekaz jest dość oczywisty. Nikt nie chce podjąć błędnej decyzji na ślubnym kobiercu – co dopiero w sytuacji, gdy zły wybór oznaczałby koniec życia. Czy w tej sytuacji należy zaufać przeświadczeniu, czy może jednak jakoś się zabezpieczyć? Stawka jest wszak bardzo wysoka. Być może ten serial mógłby obejść się bez przywoływania duchów i księgi zaklęć, ale czy my w naszym racjonalnym świecie nie uciekamy się czasem do szukania znaków, słuchania podszeptów i sugestii? Mamy tu również zasadę grzechów i win przenoszonych z pokolenia na pokolenie. Dzieło 31-letniej Hayley Z. Boston, wyprodukowane przez twórców „Stranger Things”, ma na pewno kilka atutów. Jest wśród nich obsada głównych ról, ale też kreacje niepokojącej Jennifer Jason Leigh, czy znanej mi z serialu „Dickinson” Gus Birney. Moim zdaniem można dać szansę temu serialowi. Raczej wciągnie, parę razy czymś zaskoczy i finalnie się obroni.