„The Truth Doesn’t Matter” – Mesh

Dependent, 3 kwietnia 2026

„The Truth Doesn’t Matter” – Mesh

Trochę dziwne, że nie słyszałem wcześniej o zespole Mesh. Ten angielski duet gra od początku lat 90. i operuje pomiędzy synth-popem, massive-electro i electro-industrialem. Po kilku latach przerwy (w zasadzie po dekadzie), wraca albumem trwającym aż 70 minut, co stanowi pewnego rodzaju wyzwanie dla słuchacza. Jakby bowiem nie wciągać się w nagrania Mesh, trudno nie poczuć pewnego zmęczenia jego najnowszą propozycją. Zespół dość sprytnie ukrył swoje single pod koniec wydawnictwa, tyle, że nie wyróżniają się one jakoś bardzo na tle reszty materiału. Mnie od razu spodobał się początek płyty. Utwór tytułowy niosą zgrabne partie syntezatorów i ogólnie dobra melodia. Nie do końca pasuje mi przewrażliwiony wokal, ale można się przyzwyczaić. Utwór drugi („A Storm Is Coming”) stanowi atrakcyjne połączenie stylu Front 242 z Placebo. Numer wpada też w ucho i ma zgrabne przejście rozwijające początkowy temat. Choć trzeci, nieco balladowy utwór jest niezły, to już nie trzyma mojego zainteresowania na tym samym poziomie. Tym bardziej, że po nim jest instrumentalny przerywnik. „Trying To Save You” ma festiwalowy rozmach, ale dla mnie nieco za bardzo jak z Eurowizji. Podobny styl, choć w bardziej balladowym wydaniu, ma „Bury Me Again” z gościnnym wokalem Mari Kattman. „I Bleed Through You” brzmi niczym Pet Shop Boys z nieznacznie industrialnym posmakiem. „Kill Us With Silence” ma tego mechanicznego, mocnego rytmu więcej. Fragmenty można kojarzyć z „A Question of Time” Depeche Mode. Singlowy „This World” jest przyjemnym nagraniem, utrzymanym w dość dostojnym tempie i stylu. Zdecydowanie bardziej rytmiczny jest singiel „Exile”, z niewątpliwie sporym potencjałem na niezależny przebój. Niezły jest też dynamiczny „Everything As It Should Be”, choć na singlu nie wyszedł. Trzeci z singli – „Hey Stranger”, bliższy jest bardziej popowemu stylowi „This World”. Mnie bardziej podoba się choćby „Not Everyone Is Lonely”, z mocniejszą elektroniką i partiami wokalnymi, przypominającymi momentami Tears For Fears. Dobry jest również finałowy, zrobiony z rozmachem „Be Kind”. Na pewno skróciłbym ten album. Warto docenić potencjał melodyjny i sporą paletę syntezatorowych środków. Jeśli jednak przyrównywać styl zespołu do klasyków z lat 80, to bliżej Mesh do wykonawców z drugiej ligi gatunkowej pokroju Camouflage. Poszukiwaczom electro-popowych epigonów zdecydowanie bardziej polecam nowojorskie Nation of Language.     

„The Truth Doesn’t Matter” – Mesh
Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×