"Fenian" - Kneecap

Heavenly Recordings/PIAS, 1 maja 2026

Zespół Kneecap narobił wokół siebie zamieszania, niczym jakieś Sex Pistols. Nagrali nawet film – swoją wersję „Great Rock’n’roll Swindle”, trzymając się tego porównania. Oficjalne zakazy koncertowania, sprawy sądowe zrobiły również swoje. Nic dziwnego, że na okładce ich drugiej płyty widzimy osobę ukrywającą twarz pod kominiarką. Widziałem ich występ na Off Festival i słyszałem wykrzykiwane ze sceny manifesty polityczne. Palestyna nie jest jeszcze wolna, ale taki Orban wybory przegrał z kretesem. Grupa czuje duże poparcie społeczne dla swoich poglądów, co sprawia, że zyskuje także na popularności. Ale „Fenian” to płyta, która broni się sama. Świetna mieszanka wokali, głębokiej elektroniki, hip hopu i tanecznych rytmów naprawdę porywa. Takie płyty robią imprezę. Krzykliwy singiel „Liars Tale” spotyka się z mrocznym „Palestine”. Skoczne „Smugglers & Scholars” wyrywa z klimatycznego wstępu „Eire Go Deo”. Trio przypomina trochę duet Sleaford Mods ale w szerszym stopniu korzysta z rave’owej elektroniki. Czasem słyszę tu echa zapomnianego już zespołu EMF, choć oczywiście więcej tu rapu, no i przekaz Kneecap jest zdecydowanie społeczno-polityczny. Na płycie pojawiają się goście, jak ceniony raper i poeta Kae Tempest, electro-popowy norweski zespół Casiokids, czy palestyński raper Fawzi. Producentem płyty został Dan Carey, który miał dać zespołowi szerszą perspektywę gatunkową dla ich muzyki. Świetnie się z tego zadania wywiązał, bo choć Kneecap nie zatraciło swojego charakteru, to płyty słucha się bardziej jak soundtracku „Kneecap”, niż debiutanckiego „Fine Art”. Takie „Cocaine Hill” brzmi jakby w jednym kawałku spotkali się Lana Del Rey z Danger Mousem. Zamykające „Irish Goodbye” jest po prostu ładne, niczym numer wieńczący jakiś romantyczny film. Cieszę się, że Irlandczycy podążają śladem filozofii, jaką wyznawała niegdyś Chumbawamba, by o poważnych sprawach mówić w sposób możliwie atrakcyjny i rozrywkowy.        

Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×