Angielski zespół Deadletter wydał drugi album, który ma szanse zjednać mu dodatkowych fanów. Muzyka na „Existence Is Bliss” nie odbiega od tego, co można było usłyszeć na wydanym dwa lata temu debiucie, ale materiał jest jeszcze lepszy. Niski, dramatyczny wokal, post-punkowa sekcja rytmiczna oraz saksofon – to główne wyznaczniki stylu sekstetu. Jest tez dużo porywającej energii, która sprawia, ze nie da się spokojnie usiedzieć przy tym materiale. Płytę rozpoczynają dwa single: „Purity I” oraz „To The Brim”. To jakby skrzyżowanie Spear of Destiny i wczesnego Bauhaus. Taki mariaż dominuje zresztą na całej płycie. W „Songless Bird” większą rolą pełni saksofon. On też otwiera kolejne singlowe nagranie – „It Comes Creeping”, moim zdaniem najlepszy numer na całej płycie. Pełen nerwowego niepokoju i napięcia. Kolejnym mocnym punktem na płycie jest „Cheers!”. Są też utwory spokojniejsze - z ładnie snującym się saksofonem („What the World Missed”), czy bliższe powiedzmy – dokonaniom Morphine („Focal Point”). Wyróżnia się także „He, Himself and Him”, w którym warto podkreślić przejrzystą produkcję tej płyty. Poszczególne instrumenty mają tu odpowiednią przestrzeń do wybrzmienia. Także finałowe „Meanwhile in a Parallel” jest ciekawą kompozycją . Bardziej refleksyjna barwa głosu Zaca Lawrence’a buduje tu klimat wciągającej opowieści. Z czasem utwór nabiera jednak impetu i urasta do godnego zwieńczenia całej płyty. Deadletter potrafi przykuć uwagę, wciągnąć i momentami wręcz zahipnotyzować. Jego siłą jest wykonawczy dynamizm i zaangażowanie poszczególnych instrumentalistów. Jak na sekstet, wszyscy bez trudu znajdują swoje miejsce w składzie i świetnie się uzupełniają. Na Wyspach jest coraz więcej ciekawych składów, które potrafią grać i czerpią z bogatych inspiracji. Na londyński Deadletter na pewno warto zwrócić w tym gronie uwagę. Mnie polecił ich kolega. Dzięki Michał.