„Peaches!” – The Black Keys

Warner Records, 1 maja 2026

„Peaches!” – The Black Keys

Kupię sobie czasem jakąś płytę The Black Keys, bo od czasu albumu „Brothers” (2010) śledzę ich karierę. „Peaches!” nabyłem nie będąc nawet świadomym, że to będzie znów album z bluesowymi coverami (podobnie jak „Delta Kream” z 2021 r.). Duet zawsze grał tak, jakby wykonywał piosenki już wcześniej wymyślone. Nie należy tego traktować jak zarzut. The Black Keys lubią po prostu stare granie, oparte na żywych instrumentach i blues-rockowym charakterze. Potrafią rozbujać imprezy i grać do tańca. Nie dziwię się też, że czasem zamiast komponować coś nowego w dawnym stylu, to nagrywają na nowo stare piosenki. „Delta Kream” mi się podobała i z „Peaches!” jest podobnie. Nawet niektórzy autorzy się powtarzają na tych wydawnictwach (David Kimbrough Jr, R.L. Burnside). Mnie większość tych artystów niewiele mówi (z „Delta Kream” kojarzyłem Johnny Lee Hookera – teraz wiem kto to Ike Turner), ale w sumie nie musi. The Black Keys odgrzebują często stare dzieje i generalnie wskrzeszają twórczość osób, które z tym światem już się pożegnały. W nagraniu tej płyty towarzyszyło im pięciu wytrawnych muzyków: Jimbo Mathus gra na organach i starym pianinie, Kenny Brown na gitarze, a Eric Deaton na basie. Czasem dochodzą także muzycy odpowiedzialni za instrumenty dęte, harmonijkę ustną czy tamburyn. Całość została nagrana w Nashville. Album otwiera, podlany soulowym sosem, chwytliwy   "Where There's Smoke There's Fire,". Kawałek promuje płytę na video. Bardzo dobrze wchodzi też „Stop Arguing Over Me”. Proste granie, ale z jakim nerwem. Fani Nalepy będą się zachwycać „Who’s Been Foolin’ You”. Dodatkowe instrumenty tworzą często klimat – raz są to dęciaki, innym razem organy, a jeszcze inny harmonijka ustna – jak w „It’s a Dream”. Wybrany na singiel kawałek „You Get to Lose” nie wyróżnia się jakoś szczególnie. Jest głośny, rytmiczny i klasycznie prosty. To akurat numer Ike’a Turnera z jego bluesowych czasów. Na video wyszedł jeszcze kawałek „She Does It Right”, który podoba mi się bardziej. Jest brudniejszy i ma żeński chórek. W sumie album jest mocno przewidywalny i to jest jego jedyna słabość. Całość jest spójna, z charakterem i dobrze brzmi, tyle że absolutni niczego nie wnosi.

„Peaches!” – The Black Keys
Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×