Kupię sobie czasem jakąś płytę The Black Keys, bo od czasu albumu „Brothers” (2010) śledzę ich karierę. „Peaches!” nabyłem nie będąc nawet świadomym, że to będzie znów album z bluesowymi coverami (podobnie jak „Delta Kream” z 2021 r.). Duet zawsze grał tak, jakby wykonywał piosenki już wcześniej wymyślone. Nie należy tego traktować jak zarzut. The Black Keys lubią po prostu stare granie, oparte na żywych instrumentach i blues-rockowym charakterze. Potrafią rozbujać imprezy i grać do tańca. Nie dziwię się też, że czasem zamiast komponować coś nowego w dawnym stylu, to nagrywają na nowo stare piosenki. „Delta Kream” mi się podobała i z „Peaches!” jest podobnie. Nawet niektórzy autorzy się powtarzają na tych wydawnictwach (David Kimbrough Jr, R.L. Burnside). Mnie większość tych artystów niewiele mówi (z „Delta Kream” kojarzyłem Johnny Lee Hookera – teraz wiem kto to Ike Turner), ale w sumie nie musi. The Black Keys odgrzebują często stare dzieje i generalnie wskrzeszają twórczość osób, które z tym światem już się pożegnały. W nagraniu tej płyty towarzyszyło im pięciu wytrawnych muzyków: Jimbo Mathus gra na organach i starym pianinie, Kenny Brown na gitarze, a Eric Deaton na basie. Czasem dochodzą także muzycy odpowiedzialni za instrumenty dęte, harmonijkę ustną czy tamburyn. Całość została nagrana w Nashville. Album otwiera, podlany soulowym sosem, chwytliwy "Where There's Smoke There's Fire,". Kawałek promuje płytę na video. Bardzo dobrze wchodzi też „Stop Arguing Over Me”. Proste granie, ale z jakim nerwem. Fani Nalepy będą się zachwycać „Who’s Been Foolin’ You”. Dodatkowe instrumenty tworzą często klimat – raz są to dęciaki, innym razem organy, a jeszcze inny harmonijka ustna – jak w „It’s a Dream”. Wybrany na singiel kawałek „You Get to Lose” nie wyróżnia się jakoś szczególnie. Jest głośny, rytmiczny i klasycznie prosty. To akurat numer Ike’a Turnera z jego bluesowych czasów. Na video wyszedł jeszcze kawałek „She Does It Right”, który podoba mi się bardziej. Jest brudniejszy i ma żeński chórek. W sumie album jest mocno przewidywalny i to jest jego jedyna słabość. Całość jest spójna, z charakterem i dobrze brzmi, tyle że absolutni niczego nie wnosi.