„Legendy” – Neil Forsyth

Wielka Brytania, 7 maja 2026

„Legendy” – Neil Forsyth

Spodobał mi się ten serial. Tylko sześć odcinków, a wystarczyło by zżyć się z bohaterami i przejąć ich historią. Tym bardziej, że serial opowiada o faktycznej walce brytyjskich służb celnych z przemytem narkotyków, który na początku lat 90 stał się dużym problemem społecznym. Nawet jeśli ktoś nie pamięta czasów rządów Margaret Thatcher i nie kojarzy rave-olucji w angielskich klubach przełomu lat 80. i 90. bez trudu zda sobie sprawę, że temat jest ważki, a przygotowanie urzędników państwowych do zwalczania tego typu przestępstw mogło być zdecydowanie niewystarczające. Podjęto się zatem zaskakująco wnikliwej selekcji wąskiej grupy celników, którzy mogliby wniknąć w przestępcze środowisko, a następnie powstrzymać przerzut towaru (konkretnie heroiny). Misja wydawała się z tych niewykonalnych, ale tytułowe „legendy” udało się stworzyć. Siłą tego serialu jest wiarygodność głównych postaci. To po prostu czyste talenty. Widzimy jak muszą się pocić, kombinować i ryzykować. Trudno im nie kibicować, bo po drugiej stronie są uzbrojeni goście, którzy są czujni i nie mają poczucia humoru. Jeden gang jest z Liverpoolu, drugi to Turcy i Kurdowie. Towar płynie od Pasztunów, z pogranicza pakistańsko-afgańskiego. Służby celne działają pod polityczną presją i praktycznie bez wsparcia. W rolę głównego celnika-twardziela wciela się znany z roli Cormorana Strike’a – Tom Burke i jest to dobry wybór. Pozostali aktorzy też są przekonujący i trafnie dobrani. Gdybym miał się czegoś czepiać, to ukazanie siatki przestępczej z Liverpoolu – trochę amatorsko wyglądają, co zresztą trafnie podsumowuje w pewnym momencie Guy grany przez Burke’a. W serialu słyszymy też niezłą ścieżkę dźwiękową, na którą składają się przeboje z epoki w wykonaniu m.in. New Order, The Cure, The Stone Roses i Happy Mondays. Ciekawe, że powody podjęcia ryzyka przez tych kilka osób, nie są szczególnie wzniosłe. To w ich osobistych doświadczeniach i odczuciach kiełkowała potrzeba i przekonanie, a nie w urzędniczym kodeksie, czy politycznym patriotyzmie. Po drugiej stronie, u głównych antagonistów, jest zresztą podobnie. To ważne, że poznajemy przesłanki działania jednych i drugich. Dzięki temu postacie mają jakąś konstrukcję, a nie tylko przypisane scenariuszem role. Nie potrzebne są efekty specjalne, spektakularne pojedynki i cięte dialogi, by stworzyć dobre kino sensacyjne. Życie jest ich pozbawione, a przecież wielkie akcje mają miejsce, podobnie jak bohaterstwo.       

Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×