Drugi tom wierszy Piotrka Machula wydany 10 lat po błyskotliwym debiucie, nagrodzonym w ogólnopolskim konkursie poetyckim im. Janusza Różewicza, jest trochę jak druga płyta. Nie ma tak wielu błyskotliwych singli, ale trzyma cały czas poziom. Ja mam z tym tomikiem tak, że przede wszystkim utwierdzam się w przekonaniu, że Piotr Machul jest kimś wartym poznania. Czytam te wiersze i widzę, że autor jest kulturalny, oczytany, czuje ducha miejsc w których przebywa, docenia urodę kobiet, ma poczucie humoru i paradoksu. A… i jeszcze lubi psy, no i kawę. „Bezpowrotnie” porusza zatem podobne tematy, jak debiut, bo być może sam autor nie bardzo się przez ten okres zmienił. Czasem jest sentymentalny, ale życie mądrych i wrażliwych ludzi takie bywa. Ma bystre spojrzenie na świat. Gdy czytałem „Pierwszego dnia tygodnia wczesnym rankiem” pomyślałem, że poezja wymaga sprytu, bo jak inaczej w paru wersach zmieścić tak fosforyzującą historię. Podoba mi się też punkt widzenia autora, który spaceruje w innym wierszu po Końskowoli. Lustrzane wiersze „Do” i „Od” Rozy Perec-Laks to niby tylko zabawa słowami, a jednak jakże zgrabna. Podobnie jak „Pytanie graniczne”, choć na inny sposób, bo można się też nad nim uśmiechnąć. Dzięki temu tomikowi wiem również, że można poświęcić wiersz jarzeniówkom i dać mu rock’n’rollowy tytuł. Kolejny raz przekonałem się także, że wiersz może mieć tytuł i cztery wyrazy, a ja i tak pokiwam nad nim z uznaniem głową. Czytając „Miasto jest morzem” mam tak samo, choć ten tekst zawiera z kolei tytuł i cztery zwrotki. To w ogóle świetna rzecz, taka opowiadaniowa. Czytając „Mesjasza” wiem, że obydwaj czekaliśmy w naszym życiu na Schulza. Ja nie jestem wielkim czytelnikiem poezji, ale po lekturze drugiego tomu Piotra Machula, wiem że bardzo chętnie zaprosiłbym go do domu, żeby pogadać o tym, czy owym.