„Wichrowe wzgórza” – rez. Emerald Fennell

Wlk. Brytania/USA, 14 lutego 2026

„Wichrowe wzgórza” – rez. Emerald Fennell

W zasadzie nie pamiętam „Wichrowych wzgórz” z Ralphem Fiennesem i Juliette Binoche. Nie znam też literackiego pierwowzoru. Obejrzałem zatem nową adaptację bez oczekiwań. Byłem ciekaw, jak Emerald Fennell znana z „Obiecująca. Młoda. Kobieta” oraz „Saltburn”, podejdzie do klasyka romantyczno-gotyckiej powieści Emily Bronte. W moim odczuciu Fennell postanowiła przybliżyć dzieło młodej widowni. Obsadziła w rolach głównych popularną parę aktorów: Margot Robbie („Barbie”, „Wilk z Wall Street”) oraz Jacoba Elordiego („Euforia”). Pozwoliła, by aktorka miała o 7 lat młodszego partnera. Dodała im dwoje aktorów azjatyckich (bo czemu nie?), położyła nacisk na miłość, która łamie wszelkie tabu i mnóstwo seksualnego kontekstu (jakkolwiek bez nagości). Wszystko jest ubrane w romantyczne krajobrazy, a stroje i wnętrza momentalnie przyciągają uwagę. Ścieżkę dźwiękową powierzono jakże modnej Charli XCX. Film się zatem obronił sprzedażowo, bo zyskał zainteresowanie młodego pokolenia. Fennell pokazuje, że to co przystoi dzieciom, w dorosłym życiu napotyka na problemy. Co innego spiskować przed światem, gdy jest się dziesięciolatkiem – można nawet leżeć razem w łóżku, a różnica stanu i kwestie płci – nie mają takiego znaczenia. Ten idealny czas nie przypadkiem przywołują bohaterowie na końcu tej historii. Nie momenty miłosnych uniesień podczas potajemnych schadzek, ale okres wspólnej niewinności – choć przecież nie był to dla nich czas idylliczny. Ten film pokazuje także, że miłość jest bezcenna. Catherine zdradza swojego męża, Heatcliff nie przejmuje się tym, że romansuje z mężatką. Isabella znosi upokorzenia, by tylko nie być samotną. Edgar nie wyrzeknie się Catherine pomimo jej zdrad. Jedynie Nelly, która nie zaznała miłości, uważa, że moralność jest ważniejsza. Ognie piekielne bohaterom nie straszne i choć życie nie staje po ich stronie, to widzowie mają uronić niejedną łzę nad ich losem. Ja też idealizuję miłość, więc oglądałem tę adaptację cierpliwie i z pewnym zrozumieniem. Trudno żebym nie przejął się zakończeniem, ale oczywiście winiłem Catherine, że w młodości wybrała bogatego, gładkiego Edgara, a nie biednego, szorstkiego Heatcliffa  Potem nic już nie mogło być piękne – pomimo strojów, jakie przywdziewali sami zakochani. Taki z tego morał. Reszta jest dla wyglądania.

Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×