Wszystkie projekty Lesa Claypoola mają jakiś urok. Te z Seanem Ono Lennonem mają szczególny. Oto w świat progresywnych pochodów basowych wkracza beatlesowska harmonia i nuta psychodelii. Trzeci album The Claypool Lennon Delirium ukazał się dość niespodziewanie, po przeszło sześcioletniej przerwie w czasach, gdy Primus koncertuje w najlepsze, a i Sean Lennon jest artystycznie aktywny. Panowie zebrali się (tym razem tylko we dwóch), by wypowiedzieć kilka słów na temat walki z AI. Niejaki Rich Ragsdale stworzył komiks, a Claypool i Lennon przekuli jego historię w piosenki, które swoim charakterem nie zaskoczą zapewne fanów projektu. Jest dowcipnie, melodyjnie i przewrotnie. Dostajemy wokalne zabawy, basowe wygibasy i urocze harmonie. Czasem bywa dziwacznie, ale bynajmniej nie w jakiś męczący sposób. Obecność Lennona studzi zapędy Claypoola, a zarazem pozwala rozwijać jego pomysły. Posłuchajcie takiego „Meat Machines” – ile przyjemnych rzeczy się tu dzieje, a zarazem bez niepotrzebnego przesłodzenia. Duet nie boi się nawiązań do przeszłości spod znaku wczesnego Pink Floyd, Rush, czy nawet Tangerine Dream. Czasem to po prostu spotkanie Primusa z The Beatles, jak w krótkim „Simplest of Deeds”. W piosenkach prowadzonych przez Lennona jest więcej szczerości i dramatyzmu. Claypool bardziej stroi miny i żartuje. Idealna harmonie uzyskują w kilku nagraniach, jak np. w „Mantra of the Manatee”. Singlowy „The Golden Egg of Empathy” jest głównie basowym numerem, z gościnnym udziałem piosenkarki Willow. Utwór jest mniej melodyjny, za to tekstowo istotny, bo antidotum na władzę AI jest właśnie empatia. Pod względem przebojowości na pewno lepiej wypada „WAP”, wspomniany wcześniej „Meat Machines” oraz wydany na czwartym singlu „Melody of Entropy”. Szczególną uwagę należy poświęcić zamykającej album kompozycji „It’s a Wrap”, która trwa 13 minut. Po zwyczajnie piosenkowym wstępie przeradza się w krautrockowe dzieło, a następnie w zabawę godną porównań do „Atom Heart Mother”. Cała historia opowiedziana w komiksie ma pozytywne zakończenie, a i płyta pozostawię słuchacza w dobrym nastroju. Nie to, żebym czekał na kolejne dzieło The Claypool Lennon Delirium, ale jak zwykle nie zawiodłem się na ich propozycji. Dodatkowym atutem jest strona edytorska, bo tak efektownie wydanej płyty jeszcze nie widziałem.