Czwarty tom prozy Pawła „Pablopavo” Sołtysa jak zwykle zanurza się w Warszawie – tym razem głównie w dzielnicy Grochów. Narratorem jest pracujący tam fryzjer (rocznik 1940), który własne wspomnienia przeplata z opowieściami zasłyszanymi od swoich klientów. Zasadniczo są to historie z drugiej połowy XX wieku, głównie z czasów PRL, choć trafiają się również wojenne koszmary, czy gwałtowne zdarzenia z lat 90. Jako, że bohater jest fryzjerem męskim, to i opowieści są głównie o mężczyznach. O zarabianiu kasy, o drobnych rozbojach, cwaniactwie, pechu, chorobach i śmierci. Krótkie wspomnienia minionych zdarzeń, mają swój miejski koloryt. Nie są to wielkie narracje – ot wspomnienia o ludziach, którym coś się powiodło, albo – częściej - wręcz przeciwnie. Niepiękny świat Grochowa nabiera tu na nowo życia, zapachów i tęsknot. Przede wszystkim uderza fakt, że wszystkie te opowieści i anegdoty odnoszą się do sąsiadów i współmieszkańców. Dziś niewiele o sobie wiemy - rozprawiamy o celebrytach, obcych, osobach opisywanych w mediach. Tu plotkuje się o ludziach, których się kojarzyło z własnego życia. O listonoszu, handlarzu, garbusie, o staruszce karmiącej uliczne koty, o trzech starych pannach, o miłośniku łabędzi. Słyszymy inny język, śledzimy opisy nieistniejących miejsc i obyczajów. Są czasy minione – czasem na szczęście. Jest dawna miłość i dawny ból. Trudno nie odnieść wrażenia, że kiedyś żyło się bardziej, że częściej można było doświadczyć zagrożenia, ale i bezkarności. To była także inna Polska, choć ludzie radzili sobie w niej jak zawsze. Jedni mieli smykałkę do fartu, innym ciągle w życiu nie wychodziło. Często historie tych ludzi są bardzo zwyczajne, a jednak czyta się je niczym takie książkowe, bo te narracje są szczere, czułe i obrazowe. Mało kto potrafi dziś tak opowiadać, bo jakby czasu było mało, jakby oka brakowało, albo zwyczajnie zainteresowania. I wódkę się dziś inaczej pije, i przez okno tak nie wygląda, i interesów na ulicy się nie robi. Paweł Sołtys to wszystko ratuje, żebyśmy pamiętali. Żebyśmy chcieli ze sobą rozmawiać i ludźmi się wokół nas interesowali. Ja tam gadam u fryzjera i słucham co mi opowiada. Ale to chyba jedyna taka sytuacja. Już nie w podróży i nie w lokalu. Może jeszcze w poczekalni do lekarza, ale już nie na klatce, czy pod blokiem. No i mija to życie na mijaniu się.