"Inferno" - Boards of Canada

Warp Records, 29 maja 2026

Zaskakującym dla mnie jest poruszenie, jakie wywołała płyta „Inferno” szkockiego duetu Boards of Canada. Mam ich trzy wcześniejsze płyty, ale zespół nigdy nie wywoływał we mnie większych emocji. Muzyka instrumentalna z wykorzystaniem elektroniki ma oczywiście swoją moc i fanów, ale przyznam, że ja od lat 80. niewiele czasu jej poświęcam.  Oczywiście scena techno zrobiła dobra robotę, a wytwórnia Warp, dla której nagrywają Szkoci, położyła znaczące zasługi w rozwój gatunku. Wokół „Inferno” jest jednak dużo pozamuzycznego zamieszania. A to pisze się o nietypowej akcji promocyjnej, zapowiadającej płytę, a przeprowadzonej z użyciem fragmentów taśmy VHS. Inni śledzą jakieś kwestie numerologiczne. Namieszał też Biały Dom wykorzystujący muzykę do swoich celów. Dostajemy w końcu wątki magiczne i religijne przemycane w strzępkach tekstów wmieszanych w niektóre ścieżki. Utwór „The Word Becomes Flesh” został wykorzystany w głośnym, niezależnym horrorze „Backdoors”. Gdy się o tym wszystkim poczyta, nagle słuchanie nowej płyty nabiera jakby większego wymiaru. Te siedemdziesiąt minut muzyki, potrafi zaciekawić samo z siebie, ale czy narobić tyle szumu!? Boards of Canada ciekawie łączy wątki post-rockowe z elektroniką i ambientem. Nie brak tu żywych instrumentów, co korzystnie wpływa na brzmienie. Są tematy wciągające, jak choćby w singlowym „Prophecy at 1420 MHz”, w „Into the Magic Land”, czy przypominającym dokonania Air „Blood In the Labirynth”. Czasem zwyczajnie coś zaskoczy w głośnikach, wybijając nas z poczucia spokoju („All Reason Departs”). Zresztą generalnie chodzi raczej o odmienny stan ducha. To raczej niepewność powinna nam towarzyszyć przy odsłuchach. Wszak tytułowe Inferno to piekło i chaos. Szkoci przeważnie subtelnymi środkami sprawiają, że coś się nam nagle przestaje zgadzać. Jakby dźwięk się zakrzywiał, niczym wciągana taśma. Innym razem dotyka nas wrażenie otchłani. Do tego ta oprawa graficzna bez należytej ostrości, z przepalonymi barwami. Nieobojętne tytuły poszczególnych utworów. Ta płyta nie powstała bynajmniej dla budowania poczucia piękna i harmonii. Ona jest raczej muzyką pod wpływem, dla jakichś celów, choć niekoniecznie rytualnych. Co ciekawe płyta po obu stronach Atlantyku zajęła pierwsze miejsce na listach przebojów w kategorii Dance Albums. Mnie dość szczęśliwie udało się kupić „Inferno” na CD, bo dość szybko zniknęła, a winyle są nieprzyjemnie drogie. Twórczość Boards of Canada jest niewątpliwie nieobojętna. Fani czekali 13lat na ich nową muzykę. Chyba wiem już dlaczego.  

Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×