„Vol. II” – Angine de Poitrine

Spectatles Bonzai/ATO, 26 czerwca 2026

„Vol. II” – Angine de Poitrine

Rockowych duetów na niezależnej scenie było już wiele. Artystów ukrywających się za maskami i przebraniami także. Styl muzyczny zwany math-rockiem modny był w latach 90. A jednak kanadyjskie duo Angine de Poitrine narobiło wokół siebie szumu na tyle skutecznie, że w krótkim czasie z lokalnej, klubowej sławy, stali się muzyczną sensacją po obu stronach Atlantyku. Dopiero w czerwcu ukazały się ich dotychczasowe dwie płyty na fizycznych nośnikach. Ja swój kompakt kupiłem pierwszego dnia festiwalu „Inne Brzmienia” na stoisku Anteny Krzyku - i słusznie, bo kolejnego dnia już nie było. Dałem za ten album jak za zboże, ale wyboru specjalnie nie ma, a ceny powyżej 100 zł z kosztami przesyłki to dla tej płyty standard. Empik udostępnił wcześniej w pliku mp3 kawałek „Mata Zyklek”, a na Liście Przebojów „Trójki: zaistniał utwór „Fabienk” (najwyżej dotarł do 12 miejsca). Grupa jest aktywna w mediach społecznościowych. Ich wyrazista forma sceniczna jest ważnym kluczem do popularyzacji. Tu chodzi o rozpoznawalność. Umówmy się – gęste, głównie instrumentalne, granie z nerwowymi i dławiącymi strukturami, nie są furtką do popularności. Liczy się jednak wyrazistość i oryginalne opakowanie. Specjalnie pomyślany instrument łączący bas i gitarę, wyszukane brzmienie, tytuły w nieistniejącym języku, pseudonimy artystyczne. Nawet jeśli fani Primusa powiedzą, że czują ten klimat, a słuchacze Don Cabellero, czy Victims Family stwierdzą, że słyszeli bardziej zakręcone rytmy, nie zmieni to faktu, że w 2026 roku muzyka Angine de Poitrine wypada oryginalnie i frapująco. Słychać tu jakąś tajemniczą, etniczną nutę, a jednocześnie trudno nie docenić dynamiki i konceptu w tym graniu. W przeciwieństwie do angielskiej sceny, która wydała z siebie ostatnio choćby Black Midi, czy Squid, Kanadyjczycy nie przesadzają z formą i skomplikowanymi strukturami. Przy takim „UTZP” można byłoby popląsać. Jest lekko, zabawnie, a skojarzenia choćby z muzyką turecką sprawiają, że otwiera się przestrzeń do bliższego kontaktu. Nawet jeśli utwory Angine de Poitrine trwają średnio 6 minut, daje się je zaakceptować bez łamania sobie głowy czy uszu. Jest gęsto i szybko ale bez popadania w szaleństwo. Druga płyta duetu Klek i Khn trwa 38 minut, co jest idealnie wymierzoną dawką dla takiej twórczości. Można dać się ponieść tej konwencji, w której łatwo znaleźć sprawdzone dobrze elementy basowych podziałów, a zarazem poczuć ten pierwiastek artystycznej świeżości.    

„Vol. II” – Angine de Poitrine
Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×