„Odyseja” – reż. Christopher Nolan

USA/Wielka Brytania, 17 lipca 2026

„Odyseja” – reż. Christopher Nolan

Gdy „Odyseja” wchodziła na ekrany, na Filmwebie widzowie wyceniali ja na 3,8/10, teraz – ponad tydzień od premiery – 7,5. To kolejny przypadek filmu, który oceniany jest z perspektywy poglądów politycznych, czy światopoglądowych. Są też grona konserwatywnych obrońców jedynej prawdziwej Odysei” Homera, choć wiadomo, że dzieło to żyje tak naprawdę wersjami i interpretacjami. Mnie interesowało w pierwszym rzędzie, czy wysiedzę w kinie 170 minut (plus reklamy) i czy znajdę w tej opowieści jakieś przesłanie dla siebie. Wysiedziałem i znalazłem. Nolan i Hollywood gwarantują widowisko na wysokim poziomie. Nie musiałem się martwić w to jak będzie wyglądał Cyklop, czy jak Kirke zamieni wojowników w świnie. Już z trailera wiedziałem, że efekty będą na miarę wielkości dzieła. Obsada, która rodziła tyle emocji, w gruncie rzeczy sprowadzała się do mojego stosunku do Matta Damona i Anne Hathaway. Posłuchałem także eksperta, który tłumaczył, że Nolan nakręcił film o wojennej traumie, z której powrót do domu i normalności jest niezwykle trudny, by nie powiedzieć, że niemożliwy. Po seansie mogę się z tym zgodzić, ale jednocześnie zobaczyłem inne ważne wątki. Mamy tu wszak piękną opowieść o więzi małżeńskiej i rodzinnej. Utożsamiałem się mocno z tą wiernością (choć oczywiście doceniałem pojedynek pomiędzy Hathaway – Penelopą i Theron – Kalipso). Intrygowała mnie postać Odyseusza, który wyruszył na wojnę z Troją jako szlachetny dowódca i mąż, wzór rozmaitych cnót, a wraca jako ten, który doprowadził do rzezi, gwałtów i śmierci wielu osób – także swoich ludzi. Jako dowódca wojskowy podejmował dobre decyzje – doprowadził do przełomu w trwającym latami beznadziejnym oblężeniu Troi. Poprowadził swojego przywódcę Agamemnona do zwycięstwa. Potem dbał o swoich ludzi, jak mógł najlepiej, choć ostatecznie nikogo nie uratował, a wielokrotnie skazywał ich na trudy i śmierć. Odyseusz Nolana walczy jednak o zachowanie swojej szlachetności. Nie widzimy go jako czynnego uczestnika mordów na mieszkańcach Troi. A jednak to on wpadł na fortel z koniem i sprzeniewierzył się zasadom gry fair, jakbyśmy to dziś powiedzieli. Nolan ukazuje Odyseusza, jako postać nie tyle heroiczną, co tragiczną. Jako wielkiego pokutnika – niczym nasz ksiądz Robak, przebrany w końcu w szaty żebraka. Do końca próbuje łączyć w sobie uczciwego władcę, dobrego męża i dobrego dowódcę. O tyle jest to postać heroiczna, że nie sposób pogodzić tych ról. Penelopa pokazuje z kolei trud łączenia roli żony, polityczki, matki, ale także walczącej o swoje prawa kobiety. To w gruncie rzeczy ciekawsza rola aktorsko, niż utrudzonego wciąż Damona. Do tego dochodzi postać Telemacha (Tom Holland), który czeka na powrót ojca, ale też marzy o staniu się prawdziwym władcą. Penelopa nie ułatwia mu – co ciekawe – zadania. Nie słucha praw polityki, nie docenia kroków syna w dorosłość, ale też nie pozwala mu na samodzielność. Telemach jest zatem kolejną dramatyczną postacią, bo tęsknota za ojcem tak naprawdę stoi w sprzeczności z aspiracjami objęcia po nim tronu. Nolan pokazuje również konflikt kultur. Odyseusz chce wszędzie widzieć zasady Zeusowego prawa, ale sam te prawa łamie w Troi zamieniając dar od Ateny w śmiertelny fortel, czy raniąc Cyklopa w imię zemsty za swoich żołnierzy i wystawiając się na gniew Posejdona. Na żadnej z ziem, do których przybijają jego łodzie, nie spotyka przyjaźni ani serdeczności. Wszędzie czają się pułapki. Czarownica Kirke rzuca w twarz Odyseuszowi, że jego wojownicy, mężczyźni są w istocie świniami, którymi rządzą jedynie niskie instynkty i potrzeby. Ale też Odyseusz i jego kamraci od każdego oczekują jedynie darów gościnności. Sami nie mają nic do zaoferowania, poza ewentualnym brakiem przemocy. Podobają mi się w tym filmie niektóre sceny, jakie pozostaną ze mną na dłużej: zasypany częściowo drewniany koń na plaży, samotny Odyseusz przemierzający przybrzeżne piaski, chaos morskiej walki z burzą, monumentalnego Agamemnona – niczym Lorda Vadera. Nie zachwyciłem się jeszcze żadnym filmem Nolana, ale też nigdy nie byłem nimi zawiedziony. Tak jest i teraz. „Odyseja” jest wielkim widowiskiem, ma swoje ważne przesłania i potrafi wzbudzić emocje. To kino hollywoodzkie, ale z pomysłem, przemyślane i wykreowane nie tylko dla pieniędzy. „Odyseja” Homera na pewno na nim nie straciła, wręcz przeciwnie.

„Odyseja” – reż. Christopher Nolan
Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×