Arabeski nie kojarzą się z niczym złym, tymczasem świat opisywany przez Żadana jest przesycony śmiercią, zagubieniem, tęsknotą i pustką. Z życia pozostały jego fragmenty, pewne – często zbędne -formy. W niedopowiedzeniach i niepełnych zdaniach kryje się smutek, strach i rozczarowanie. Opustoszałe miasta, zrujnowane budynki, pozbawione ruchu ulice. Pojedynczy ludzie starają się jakoś żyć i wypełniać swoje zadania. Trzeba o kogoś się zatroszczyć, odnowić relacje, kogoś pożegnać a komuś pomóc. Jedna para spotyka się w hotelu, ale randka zamienia się w akt rezygnacji. Ktoś kogoś szuka, ale pomoc przychodzi zbyt późno lub nie spotyka się z wyrazami wdzięczności. Ktoś inny próbuje przypomnieć sobie czas sprzed wojny, ale trudno udawać, że czasy są inne. Pogrzeb jest wyrazem niezręczności i niewłaściwości. Po co się starać, skoro wszystko nagle może się skończyć? Trudno sobie wyobrazić, że takie myśli i zdarzenia dotykają od lutego 2022 roku wielu mieszkańców Ukrainy. Żadan już w „Internacie” opisywał post apokaliptyczny świat na frontowych terenach. Ale w jego prozie nie ma polityki. Nie ma wskazywania winnych, ani nawet nazywania wroga. Problemem jest wojna jako taka. Czytałem te opowiadania słysząc w nadmorskich kurortach rosyjski język turystów. Nie wyczuwałem w nich zmęczenia, strachu, czy poczucia jakiejkolwiek zmiany. W książce miałem zniszczoną, pustą szkołę, której pilnuje wyobcowany nauczyciel, który nawet nie lubi uczyć – a w życiu restauracje, plaże i hotele pełne ludzi z tego samego kraju, a jakby z całkiem innego. W „Arabeskach” jest pusty stadion, a ja śledziłem w tym czasie Mundial. Autor od początku konfliktu mieszka w ostrzeliwanym Charkowie, a od 2024 roku bierze udział w walce, choć mógłby tylko pisać z dala od frontu. Tym większe wrażenie robią te krótkie teksty, pisane jakby na żołnierskiej przepustce. Naprawdę warto sięgnąć po „Arabeski”, nie tylko, żeby inaczej patrzeć na Ukraińców. Warto uświadomić sobie, jak dobre, a zarazem kruche, jest teraz nasze życie. Tu nie ma dramatyzmu, wielkich scen, czy słów. W tych opowiadaniach raczej wszystkiego brakuje.