Trzy poetyckie opowieści cenionego białoruskiego pisarza, ukazują świat widziany dwuwymiarowo. Historie trzech mężczyzn przesycone są marzeniami sennymi, erotyzmem i zmysłową poetyką. Pierwsza opowieść dotyczy lunatykującego chłopca, który z czasem dojrzewa, a potem staje dorosłym mężczyzną. Poprzez oniryczne doznania uczy się postrzegać świat, jako miejsce niemal baśniowe, co w późniejszym życiu pomaga mu mierzyć się z opresyjną władzą, jaka nastała w jego kraju. Poznaje jeszcze w czasach szkolnych grupę somnambulików, z którymi odprawia taneczne rytuały na dachu niedokończonego hotelu. Jako jedyny z tego grona potrafi utrzymać ciągłość świadomości w obydwu wymiarach życia. Z czasem niezwykły krąg się rozpada, a on próbuje odnaleźć jego ślady, wracając po latach do hotelu. W drugiej historii bohater jest pisarzem, który planuje spisać opowieść z pierwszej części. Zamierza przenieść na papier swoje pomysły. Za miejsce pracy wybiera swój dawny rodzinny dom, w którym duch matki odwiedzał kiedyś jego siostrę. Teraz on spotyka tutaj Czarnego Człowieka – niemego strażnika jego misji, który pilnuje, by wykonał zadanie. Mężczyzna próbuje zgłębić naturę zjawy, wejść z nią w jakiś kontakt, a zarazem czuje się nieswojo. Trzecia historia znów zaczyna się w latach chłopięcych, kiedy bohatera o imieniu Marcin intryguje fakt tej samej daty śmierci Szekspira i Cervantesa. Dorasta poznając szczegóły z życia wielkich pisarzy, a zarazem podsyca w sobie zainteresowanie wszystkim co niezwykłe i niesamowite. W późniejszym wieku sam zostaje autorem i jedzie na spotkanie promocyjne swoje książki do Szwecji. Tam doświadcza dziwnych doznań. Spotyka na swojej drodze ludzi, których wiek zbyt szybko się zmienia, albo przypominają postać z obrazu. Chociaż nie ma tu bezpośrednich nawiązań do poprzednich dwóch opowieści, to sam nastrój, pojawiający się erotyzm i sposób postrzegania rzeczywistości, są zdecydowanie wspólne. To taki wschodnio-europejski realizm magiczny, z językową secesyjnością, senną obrazowością pełną mocnych barw i odczuć. Dawno nie czytałem takiej prozy. Przypomniały mi się czasy spotkań z niesamowitą prozą gotycką XIX-wieku. Niewielu autorów pisze dziś tak intensywnie, obrazowo, a jednocześnie unikając wszelkich oczywistości. Sięgnąłem po tę książkę zwabiony także faktem, że przełożył ją Bohdan Zadura, któremu poetyka snów nie jest bynajmniej obca.