„The Wow! Signal” – Muse

Warner Music, 26 czerwca 2026

„The Wow! Signal” – Muse

Matt Bellamy nie jest zapewne gościem, z którym chciałbym się zakumplować, ale podobnie czuję względem Jaza Colemana, a od lat słucham i cenię Killing Joke. Muse trochę mnie co prawda drażni, ale jednak śledzę ich karierę i kupuję kolejne płyty. „The Wow! Signal” zostało płytą miesiąca w miesięczniku „Teraz Rock”, wygrywając m.in. z Jackiem White’m. Także w paru innych miejscach album zebrał dobre i lepsze niż ostatnio recenzje. Matt przed jej nagraniem rozstał się ze swoją partnerką, z którą był przez 10 lat i ten drastyczny krok stał się dla niego ważnym impulsem twórczym. Nowy materiał jest na pewno mocny i atrakcyjny – świadczy o tym choćby bogata lista nośnych singli. Zespół nie wchodzi w nowe rejony stylistyczne, ale obrabia swoje poletko wyjątkowo gorliwie. Jest wzniośle, na bogato, ale momentami jest także wyjątkowo ciężko. Muse zakłada, że muzyka rockowa jest rodzajem sztuki, a koncert widowiskiem. Ich muzyka ma zatem odpowiedni rozmach, a używane środki artystyczne nie znają w zasadzie ograniczeń. Mogą być aranżacje smyczkowe, podniosłe chóry, gitarowy impet, ale i popowy sznyt. Już w otwierającym „The Dark Forest” otrzymujemy to wszystko. Singlowy „Nightshift Superstar” skupia się na dyskotekowej sekcji rytmicznej, lekko falsetowym wokalu i wpadającej w ucho melodii. I tak sobie ta płyta leci, mieszając chwytliwe partie z mocnymi riffami i fantazyjnymi partiami klawiszy. Pod koniec „Cryogen” można odnieść wrażenie, że słyszymy jakieś Deftones (wrażenie to potęguje utwór „Sickness In You & I”) . Za chwilę jednak dostajemy wstęp do „Be With You” z niemal kościelnymi organami. Utwór ten ewoluuje w kierunku boysbandowego hitu z zakusami aranżacyjnymi na muzykę elektroniczną, by rozwinąć się w bombastyczny, stadionowy rock z gitarową solówką godną AC/DC. „Hexagons” od takiej solówki się z kolei zaczyna, dokłada efekciarską perkusję, ale w drugiej minucie zaczyna się od nowa i główny nacisk kładzie na instrumenty klawiszowe. Mnie najbardziej podoba się końcówka tego albumu. Od metalowego „The Sickness In You & I”, przez rozbudowane i wciąż mocne „Unravelling” po wpadające w ucho „Hush” z zaskakująco dobrze brzmiącym gościnnym udziałem Ellie Goulding. W zamykającym utworze „Space Debris” mamy nawiązanie do tytułu płyty, czyli tajemniczego sygnału, który nadszedł z kosmosu w 1977 roku. Kto nie lubi Muse, zapewne nie przekona się do nich po tej płycie. Trudno nawet polemizować z przeciwnikami takiego grania. Jeśli ktoś jednak stęsknił się za Bellamy’m i spółką i dawno nie sprawdzał co u nich słychać, tegoroczna pozycja na pewno go nie rozczaruje.  

„The Wow! Signal” – Muse
Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×