„Czarna kula” – reż. Javier Calvo, Javier Ambrossi

Hiszpania, 21 maja 2026

„Czarna kula” – reż. Javier Calvo, Javier Ambrossi

Ten film zdobył, wraz z „Ojczyzną” Pawlikowskiego, tegoroczną Złotą Palmę w Cannes za najlepszą reżyserię. Faktycznie „Czarna kula” to spektakularna robota, pełna świetnych ujęć i scen, Scenariusz opiera się na trzech wątkach – mamy historię z lata 1937 roku, kiedy upada w Hiszpanii rewolucja, stłamszona siłami hiszpańskich i włoskich nacjonalistów. Druga rozgrywa się w 2017 roku, kiedy wnuk bohatera z 1937 roku dowiaduje się o spadku, jaki mu ten zapisał. Na to nakłada się opowieść oparta na niedokończonym dramacie Federico Garcii Lorci – także w przedwojennych realiach 1932 roku. Kluczową rolę odgrywa we wszystkich tych wymiarach homoseksualizm. Na froncie wojny domowej spotyka się dwóch młodych mężczyzn – jeden jest trębaczem z wiejskiej orkiestry, wcielonym do armii nacjonalistów, drugi byłym piłkarzem i aktorem teatralnym z Madrytu, który zakochał się w Lorce i walczy po stronie rewolucjonistów. Teraz wiejski trębacz pilnuje rannego i więzionego oficera z Madrytu i zaczyna wpadać w zauroczenie jego osobą. Sześćdziesiąt lat później wnuk trębacza żyje w związku homoseksualnym, ma za sobą udany debiut jako dramaturg i przeżywa rozterki związane z fatalnymi relacjami z matką (ojca nie zna). Dramat Lorci mówi o homoseksualnym młodzieńcu, który z woli ojca ma zostać przyjęty do Kasyna. Jednak tamtejsza rada, głosująca białymi i czarnymi kulami nad przyjęciem nowego członka, nie chce w swoich szeregach kogoś o takiej jak on orientacji. Wszystkie te wątki ze sobą współistnieją. Ale w filmie ważne są także inne kwestie. Przede wszystkim tragizm wojny, która jest okrutna od początku do końca. To cud, że w jej trakcie człowiek zachowuje uczucia i wartości. To zarazem bolesne, że temat okrucieństwa wojny znów jest tak aktualny, że wciąż trzeba stawać w obronie słabszych i mniejszości. Ze głos artystów jest słabo słuchany i rozumiany. Ten film jest też często piękny. Ma sceny, które chciałoby się uwiecznić na fotografii, albo takie, które przeszywają dreszczem. Z jednej strony jest w nim jakaś poetycka teatralność, a z drugiej surowy naturalizm. Dostajemy rodzinne tajemnice i dramaty, wojenne namiętności, wzniosłość strof Lorci, piękne zdjęcia. Przejścia w czasie są czasem krótkie, niczym dygresja, czy przelotna refleksja. Pod koniec zmiany płaszczyzn przyspieszają, by wzajemnie dopowiadać sens całej opowieści. Czy życiem bohaterów rządzi tytułowa „czarna kula”? W jakimś stopniu na pewno. Twórcy filmu chcą nam jednak powiedzieć, że szkoda czekać na to aż ktoś wrzuci ‘białą kulę”. Trzeba żyć po swojemu, zgodnie z własnym sercem i przekonaniami. Choć to mało odkrywcze, to niewątpliwie ważne - zwłaszcza w czasach, gdy znów lepiej nie okazywać słabości i lepiej się nie narażać.

„Czarna kula” – reż. Javier Calvo, Javier Ambrossi
Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×